Rzym na weekend – wszystkie drogi prowadzą do stolicy Włoch

Rzym

Rzym, Wieczne Miasto, stolica Włoch – ten wpis będzie nie tylko o wizycie w tym niezwykłym mieście. Będzie również poświęcony kilku większym fakapom, jakie popełniłem w podróżowaniu. Ale wszystko po kolei.

Wieczne Miasto w listopadzie

Stolica Włoch, metropolia oszałamiająca niezwykłą urodą, bogactwem zabytków, historią, znaczeniem politycznym, czyli jedno z najsłynniejszych miast świata, poleca się na wyjazd nawet późną jesienią. Włochy na krótko, w weekend, do tego listopadowy – przetestowałem to na własnej skórze. Jeśli więc zastanawiacie się, gdzie ruszyć z Polski jesienią na dwa, trzy wolne dni, to Wieczne Miasto jest idealną propozycją. Podróż samolotem nie kosztuje dużo, centrum miasta obejdziecie z buta, a wrażenie i wspomnienia – bezcenne.

Rzym na weekend

Po co mi był ten Rzym na weekend w listopadzie przed trzema laty? Ano po to, by wziąć udział w koncercie. 9 listopada 2017 r. odbywał się koncert mojego ulubionego twórcy: poety i muzyka, założyciela i członka legendarnej grupy Van Der Graaf GeneratorPetera Hammilla. Bilety zarezerwowałem już wcześniej za pośrednictwem strony internetowej TicketOne z Włoch. Cena? Za bilet i rezerwację miejsca, poniekąd wspaniałego, bo w drugim rzędzie – zaledwie 34,50 EU.

Stolica Włoch – za ile?

Rezerwacji za przelot dokonałem z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Tak się niefortunnie złożyło, że bilet na wybrany dzień był nieco droższy niż zazwyczaj. Ale czego się nie robi dla sztuki? Zapłaciłem, ile trzeba było. Nie leciałem tanimi liniami, lecz z Warszawy włoskim przewoźnikiem Alitalia. Koszt biletu lotniczego tymi liniami wyniósł ok. 400 zł w obie strony. Bilet z Warszawy, do której dojechałem z Gdańska pendolino, kupiony z wyprzedzeniem, kosztował ok. 50 zł. Łącznie z powrotem do Gdańska z Warszawy całość kosztowała mnie ok. 550 zł.

Skąd w Polsce polecimy do Rzymu i w jakiej cenie? Podaję uśrednione ceny na najtańsze miesiące (stan na listopad 2020). Tak więc: do Rzymu polecimy m.in. z Modlina (od ok. 80 zł), Wrocławia (od ok. 120 zł), Krakowa (od ok. 147 zł), Katowic (od ok. 168 zł), Warszawy (od ok. 170 zł), Gdańska (z przesiadką, od. ok. 230 zł) czy Poznania (od ok. 248 zł). Oczywiście, ceny są uśrednione i nie wiadomo, jak sytuacja związana z epidemią COVID-19 na nie wpłynie.

Nocleg wybrałem w Alessandro A San Pietro Best Bed, przy Via Silvio Pellico 44, Vaticano Prati. To zaledwie ok. 1 km od Watykanu, więc miejscówka bardzo dobra. Koszt to ok. 450 zł za dwa noclegi dla dwóch osób, w cenie śniadanie w postaci rogalika z filiżanką espresso w zaprzyjaźnionym bistro, nieopodal kamienicy. Zaręczam, że tak skromne, lecz kaloryczne śniadanie spokojnie da Wam energię na wiele godzin chodzenia po mieście.

Trzy godziny lotu z Polski

Po trwającym ok. 3 godzin locie samolot wylądował na lotnisku. Rzym stałą przede mną otworem. Nie była to moja pierwsza wizyta we Włoszech, więc byłem przygotowany na wiele niespodzianek, nie zawsze przebiegających po mojej myśli. Nie przypuszczałem jednak, że Wieczne Miasto ma własne reguły, rządzi się swoimi prawami, ale… po kolei!

Bilet kupiony, pociąg nie ten

By wydostać się z lotniska do miasta mamy do wyboru – jak na warszawskim lotnisku Okęcie – kilka pociągów. Różnych przewoźników – podobnie jak w Warszawie. Już mi się raz zdarzyło wsiąść w stolicy Polski nie do tego pociągu, do którego miałem bilet. Powtórzyłem ten manewr nieświadomie i w Rzymie. Niestety – stolica Włoch zyskała na moim roztargnieniu ok. 35 EU opłaty dodatkowej za przejazd bez ważnego biletu + cena samego biletu, ok. 4 EU. Trochę osłabiło to mój entuzjazm i Wieczne Miasto już nie wydało mi się takie wspaniałe, ale niestety – za niewiedzę się płaci. Pytałem, który pociąg, pani w kasie pokazała, który, ale ja wiedziałem „lepiej”. No i dostałem za swoje ze swojej własnej winy. Rzym na weekend zacząłem więc z grubej rury, mało sympatycznie!

Wieczne Miasto komunikacyjnie – trochę chaos

Jak wiecie, preferuję piesze zwiedzanie, nawet jeśli oznacza to przejście dystansu kilkunastu km w pełnym słońcu. Jednak stolica Włoch większa od Neapolu, a ze stacji, na której wysiadłem, był kawałek drogi do wynajętego apartamentu. Dlatego zszedłem do metra. Kupiłem kartę na przejazdy na weekend (z której skorzystałem tylko raz, więc zakup tak naprawdę był bez sensu, spokojnie mogłem zaoszczędzić kilkanaście EU) i po przejechaniu kilku stacji znalazłem się w pobliżu miejsca docelowego.

Wrażenia z metra? Cóż, fatalne. Jak wiecie, w 2017 r. byłem również w Neapolu (pisałem o Neapolu w tym wpisie oraz tutaj). By trafić w Neapolu do metra, na dobrą stację, o kolejce do Sorrento już nie wspominając, trzeba chyba cudu. To samo w Rzymie. Odniosłem silne wrażenie chaosu i… nikt się chyba specjalnie nie przejmuje tutaj turystami. To pewnie wynika z włoskiego stylu życia, no i faktu, że to jednak Wieczne Miasto. Samo to jest dostatecznym magnesem, przyciągającym turystów, więc Włosi chyba nie mają zbyt wielkiej potrzeby, by ich dopieszczać. Dla porównania – na drugiej półkuli, w Sydney (pisałem o stolicy Australii w tym wpisie), wyjście z lotniska, dotarcie do pociągu i przyjazd do miasta, jest dziecinnie łatwe. Wszystko proste, czytelne, opisane. Całkowite przeciwieństwo włoskiej komunikacji publicznej. No, ale co kraj, to obyczaj.

Przygoda w metrze

Do Rzymu udaliśmy się grupą kilku osób. Żadne z nas nigdy wcześniej nie było w Wiecznym Mieście. Wspólnie zeszliśmy do metra, by podjechać do naszego apartamentu i… Co się stało? Na moich przyjaciół zadziałała psychologia tłumu, który rzucił się w jednej chwili biegiem do zbliżającego się pociągu. Ruszyli więc i oni. Było to bez sensu, bo pociągi jeżdżą co chwila. Nim zdążyłem zareagować i ich zatrzymać, moi przyjaciele – przekonani, że biegnę wraz z nimi – wsiedli do pociągu metra i pojechali sobie. A ja zostałem na peronie bez nich. Sytuacja tym gorsza, że tylko ja miałem przy sobie adres naszego noclegu i jako takie pojęcie, jak tam dotrzeć.

Nogi jak z waty w jednej chwili

Powiem szczerze, zarówno im, jak i mi nogi ugięły się ze strachu. Im, gdy zorientowali się w pociągu, że nie ma mnie z nimi. A mi, gdy uświadomiłem sobie, że nie wiem, czy w metrze zadziała telefon. Na szczęście zadziałał – zdzwoniliśmy się chwilę później i cała ekipa wysiadła na najbliższej stacji czekając na pociąg, którym przyjadę ja. Ale z tego stresu i z powodu tłumu, który w jednej chwili zjawił się przy mnie, gdy kolejny pociąg wjeżdżał na tory, nie zarejestrowałem, do którego wagonu wsiadam. Istniało więc niebezpieczeństwo, że znów się zgubimy.

I tu zadziałały chyba nasze Anioły Stróże – wyobraźcie sobie, że znajomi jakimś cudem z peronu wypatrzyli mnie wewnątrz pociągu szczelnie zapakowanego ludźmi! Ulga, gdy wsiedli i znów się spotkaliśmy, była niesamowita! Od tej pory nie odstępowaliśmy się wzajemnie na krok.

Rzym – czas na zwiedzanie

Jak już wspomniałem, mój apartamencik, ulokowany w imponującej rzymskiej kamienicy, mieścił się ok. 1 km od Watykanu. W dniu przylotu, wieczorem, poszedłem na koncert, który odbywał się ok. dwóch km w drugą stronę, na Zatybrzu. Nazajutrz, po tradycyjnym porannym espresso i kruchym rogaliku, uradowany piękną pogodą i wysoką o tej porze roku temperaturą – połowa listopada, a w ciągu dnia było ok. 23 stopni – ruszyłem z moją ekipą w stronę Stolicy Apostolskiej, na typowe zwiedzanie. Wieczne Miasto tylko czekało, by je odkrywać.

Plac św. Piotra

Pierwsze, co rzuca się w oczy na Placu św. Piotra to ogromna ilość ludzkich głów i kolejka do bramek bezpieczeństwa, która zdaje się nie mieć końca. Jeśli jednak nieco ochłoniemy i nie ulegniemy – uwaga! – naciągaczom, którzy za skromne kilkanaście lub kilkadziesiąt euro zaproponują nam obejście wspomnianej kolejki, okaże się że nie taki diabeł straszny (chociaż to chyba nie odpowiednie w tym miejscu słowa). Czas oczekiwania w moim wypadku wyniósł nieco ponad 2 godziny. W tym czasie mogłem rozejrzeć się nieco, zrobić pamiątkowe zdjęcia, a nawet porozmawiać z licznie tu przybywającymi rodakami. Więcej o placu św. Piotra tutaj – kliknij link.

Bazylika św. Piotra

Jak i plac, to i bazylika. To między innymi jej budowa była przyczyną wystąpienia Marcina Lutra i powstania ruchu protestanckiego w kościele katolickim. Fotorelacja z wizyty w bazylice oraz odrobina moich własnych refleksji w tym wpisie – kliknij link.

Rzym

Kopuła Bazyliki Św. Piotra

Nie ma wizyty w bazylice św. Piotra bez wejścia na kopułę, z której przy dobrej pogodzie – a tej w Rzymie nie brakuje – roztacza się imponująca panorama Rzymu. Więcej o wejściu na kopułę wraz z galerią zdjęć czytaj tu – kliknij link.

Muzeum Watykańskie

O tym miejscu krążą legendy. To jedno z najniezwyklejszych muzeów, w jakich można się znaleźć. Oczywiście klimat robi fakt, że wchodząc tu jest się na terenie Państwa Watykańskiego. Więcej o samym muzeum i jego atrakcjach, w tym Kaplicy Sykstyńskiej, wraz z galerią zdjęć, przeczytacie już wkrótce w mojej fotorelacji.

Fontanna di Trevi

Stolica Włoch to miejsca znane nam wszystkim z dziesiątków filmów. Jednym z nich jest słynna fontanna di Trevi, w której w filmie Federico Felliniego „La Dolce Vita” aktorzy Anita Ekberg i Marcello Mastroianni brali kąpiel. Właśnie scena z Anitą Ekberg jest kultowa i chyba najbardziej kojarzy się z tą przepiękną, barokową fontanną. Jeśli jednak sądzicie, że będziecie w stanie w spokoju pokontemplować urok tego miejsca i nacieszyć się nim, to jesteście niestety w błędzie. Dzień i noc przy fontannie kłębi się tłum turystów: jest głośno, gwarno, a samej fontanny nikt już chyba specjalnie nie ogląda. Raczej służy ona za tło do selfie. Trochę szkoda – chciałem spędzić przy niej trochę czasu, ale jak sami zobaczycie na zdjęciach i video, było to bezcelowe. Takie to „dolce vita”.

Fontanna di Trevi została zbudowana z inicjatywy papieża Klemensa XII w XVIII wieku. Powstawała przez 30 lat. Fontanna to nie tylko basen z wodą i rzeźby, m.in. boga oceanów, Okeanosa oraz towarzyszących mu trytonów. To również wysoka na 26 metrów i szeroka na 20 metrów gigantyczna fasada przypominająca wielkie gmaszysko, przylegająca do stojących za nią kamienic.

Nawet gdybym chciał – zgodnie z miejscowym zwyczajem – wrzucić do fontanny pieniążek, to szybciej trafiłbym monetą w któregoś z turystów, niż do wody (wg tradycji jedna moneta gwarantuje powrót do Rzymu). Cóż, pozostaje nadzieja, że mimo tego i tak wrócę do Wiecznego Miasta, by odkryć jeszcze więcej fascynujących miejsc.

Panteon

To kolejna z najsłynniejszych rzymskich budowli, zbudowana na kształcie okręgu i przykryta gigantyczną kopułą, prawdziwy cud techniki starożytnych Rzymian. Mało tego: to świątynia pamiętająca czasy cesarzy, adoptowana na kościół katolicki pw. Najświętszej Marii Panny od Męczenników w VII stuleciu n.e. Dzięki temu Panteon przetrwał blisko 1900 lat i dziś jest jedną z najlepiej zachowanych zabytków z okresu Cesarstwa Rzymskiego. Nie podzielił więc losu innych miejskich zabytków, rozebranych przez wieki.

Odrobina historii: Panteon, czyli miejsce poświęcone wszystkim bogom, został odbudowany staraniem cesarza Hadriana w I wieku n.e. na Polu Marsowym, w miejscu zniszczonej pożarem poprzedniej świątyni. Po poprzedniej świątyni zachował się oryginalny prostokątny portyk z kolumnadą i z napisem fundacyjnym. Już na pierwszy rzut oka widać, że to niezwykle stary element architektoniczny. Wewnątrz, w prostokątnych i półkolistych wnękach, znajdują się grobowce włoskich królów, w tym Wiktora Emanuela II, któremu wybudowano gigantyczny pomnik. Również tu spoczywa słynny Rafael Santi, a także wielu innych wybitnych przedstawicieli kultury, sztyki i polityki. Wnętrze zachwyca bogactwem rzeźb i obrazów.

Cud techniki budowlanej

Panteon to rotunda o średnicy ponad 43 metrów i takiej samej wysokości. Kolumnowy portyk z szesnastoma kolumnami wznosi się na wysokość 25 metrów. Jest to więc potężna budowla, przez stulecia największa budowla kopułowa na świecie, jednym tchem wymieniona we wszystkich podręcznikach dotyczących sztuki i architektury. Budowla nie ma żadnych okien, jedynie na samym szczycie betonowej kopuły znajduje się blisko 8-metrowej średnicy otwór, doświetlający wnętrze. Ów twór nie jest przykryty szkłem, przez co, gdy pada deszcz, do środka budowli wlewa się woda. Jednak posadzka pod otworem jest na tyle wklęsła, że bez problemu odprowadza deszczówkę na zewnątrz.

Na zdjęciach i filmie poniżej możecie zobaczyć, jak Panteon wygląda wewnątrz. Zrobienie zdjęć w tak ciemnym wnętrzu wymaga dobrego sprzętu, pamiętajcie więc o tym, że smartfon, nawet z dobrym aparatem, może tego nie ogarnąć!

Panteon
Panteon

Schody Hiszpańskie

Kolejne „filmowe” miejsce, które oferuje Rzym, czyli obowiązkowe must see, to słynne Schody Hiszpańskie. Zostały wykonane w stylu rokoko w pierwszym ćwierćwieczu XVIII wieku. Dojdziemy nimi z pl. Hiszpańskiego do zabytkowego kościoła Trinità dei Monti. Rokrocznie odbywają się na nich m.in. pokazy mody, bywały również uwiecznione w niezliczonej ilości filmów.

Również i tu zastałem tłum turystów, którym schody służyły nie tylko jako tło do selfie, ale i do siedzenia, a także jedzenia i picia – choć podobno wg przesądów, na tych schodach nie powinno się jeść. Nieopodal, w wiekowych kamienicach, swoje siedziby rozlokowały eleganckie salony mody topowych marek. Warto więc spędzić w okolicy Schodów Hiszpańskich trochę czasu, obejrzeć co nieco i po prostu nacieszyć się wycieczką.

Pomnik króla Wiktora Emanuela II

Zwany przez miejscowych – z odrobiną złośliwości – „maszyną do pisania”, rzeczywiście przypomina starsze modele tego urządzenia. Został wybudowanym przy Placu Weneckim, by upamiętnić króla Wiktora Emanuela II. Prace rozpoczęto pod koniec XIX wieku i ukończono przed wybuchem II wojny światowej. Sam pomnik obejrzymy bezpłatnie, zapłacić trzeba za wejście do muzeum, które się w nim mieści. By dotrzeć do pomnika, należy przejść przez nienaturalnie szeroką ulicę, co w kontekście mknących jak szalone skuterów i aut bywa zadaniem dość karkołomnym.

Forum Romanum

Tuż nieopodal pomnika króla Emanuela, znajduje się miejsce, w którym spokojnie można spędzić cały dzień. To Forum Romanum, czyli Rzym w czasach Imperium Rzymskiego. Dziś to oczywiście jedynie pozostałości, jednak imponujące. Więcej o Forum Romanum, wraz z galerią zdjęć, przeczytacie w mojej fotorelacji – kliknij link.

Koloseum

Amfiteatr Flawiuszów to kolejna imponując budowla, która rozsławiła Rzym na cały świat. Połączona drogą z Forum Romanum, stanowiła jedną z centralnych budowli w starożytnym Rzymie. Bilet wstępu do Forum Romanum uprawnia również do odwiedzin Koloseum. Pamiętajcie o tym! Więcej o tej wspaniałej rzymskiej arenie, wraz z galerią zdjęć, przeczytacie w mojej fotorelacji – kliknij link.

Jedzenie w Rzymie

Myśląc: Włochy, mamy na myśli pizzę, różne rodzaje makaronów, przepyszne panini oraz oczywiście wyborną kawę, która tu, w śródziemnomorskim klimacie, parzona w porządnych ekspresach, rzeczywiście smakuje najlepiej.

Jak już wspomniałem, nasze śniadanie składało się wyłącznie z rogalika z czekoladą i kawy – na zdjęciu poniżej.

Choć zbliżała się połowa listopada, w Rzymie temperatura dochodziła do 24 stopni. Nie było tęgiego, ciężkiego upału, bo gdzieś „między wierszami” tej pogody czuć było jednak jesień. Ale bez butelki wody mineralnej nie ma co się ruszać i lepiej zaopatrzyć się w nią w jakimś sieciowym markecie. Na pewno wyjdzie taniej, niż cola w ulicznej budce na Via della Conciliazione, za którą kolega zapłacił… 4 EU, czyli ok. 16 zł z hakiem. No tak, w miejscu, oddalonym od Placu Św. Piotra o zaledwie rzut beretem, trudno oczekiwać niższych cen… Na zdjęciu poniżej owa sławetna cola i ja.

Najlepsza lokalna kuchnia

Nie mieliśmy głowy do zasiadania w restauracjach przy talerzach parującego spaghetti. Woleliśmy nie tracić na to czasu i obejrzeć miasto oraz jego atrakcje. Do tego zniechęciły nas tłumy turystów, kłębiące się w tych miejscach. Dlatego też zaopatrywaliśmy się albo w kanapki panini (bułka ciabatta, przełożonA serem i salami) albo w kawałki pizzy na wynos. Wyszło taniej (cena pysznego, podgrzanego w piecyku panini w niewielkim sklepiku z tradycyjnym „mydłem i powidłem”, to ok. 1,90 EU, w podobnej cenie wspaniała pizza, sprzedawana w prostokątnych kawałach – cena za jeden ok. 1,50 EU), a przy okazji pojedliśmy jak prawdziwi Rzymianie.

Lokale z typową, miejscową pizzą na wynos nie przypominają naszych wypasionych pizzerii. To bardziej piekarnie, z symbolicznym krzesełkiem i stoliczkiem do zjedzenia na miejscu. Tutaj, na zdjęciach poniżej, siedzę w takim właśnie lokalu, nieopodal Koloseum, zajadając pizzę… z ziemniakami na cieniutkim, sprężystym cieście. Jadłem ją pierwszy raz w życiu i bardzo mi smakowała. Cieniutkie plastry ziemniaków na cieście pozytywnie zaskoczyły mnie smakiem, wzbogaconym serem i ziołami.

Drugim rodzajem pizzy, której spróbowałem w tym miejscu, była typowa pizza z pepperoni. Była równie pyszna i pożywna. Taki miejski, lokalny fastfood da Wam nie tylko próbkę prawdziwych lokalnych smaków, ale i pozwoli zaoszczędzić trochę pieniędzy. Smakujcie Rzym w ten sposób, poznacie go lepiej, niż w wypasionych knajpach, nastawionych na turystów (o tym, jak jeść zagranicą, pisałem w tym miejscu – kliknij link).

Na większy luksus pozwoliliśmy sobie w cukierni za Zatybrzu, niedaleko naszego apartamentu – ten talerz miniaturowych kanapeczek i przekąsek (w tym zapiekanka szpinakowa z serem) wraz z kawą kosztował ok. 8 EU. Do tego zjedliśmy po ciasteczku typu makaronik za ok. 1,50 EU.

To wszystko po ponad 20 km z buta po mieście i wiecie co – naprawdę nie byliśmy aż tak głodni, żeby się objadać. Może i w tym tkwi sekret Włochów, zachowujących szczupłą sylwetkę do późnego wieku, mimo ciężkich, kalorycznych makaronów. Po prostu w tym klimacie śródziemnomorskim trudno jest odczuwać prawdziwy głód. Przynajmniej ja go nie czułem.

Podsumowanie

Czym Stolica Włoch zachwyca? Tak. Czy mimo wszystkich dziwnych sytuacji, które mnie w nim spotkały, wspominam go miło? Tak.

Stolica Włoch powinna obowiązkowo znaleźć się na Waszej trasie podróży. Zaręczam, że czas tu spędzony nie będzie zmarnowany. Wieczne Miasto jest oszałamiające: bogactwo zabytków, wspaniała kuchnia, świetna pogoda – cóż więcej trzeba, by miło spędzić weekend (krótki lub długi) za granicą? Wierzę i mam taką nadzieję, że po przeczytaniu moich wspomnień z podróży do Wiecznego Miasta, nie powtórzycie moich błędów. A sama podróż będzie dla Was czymś niezapomnianym.

Owszem, kontakt z dziełami sztuki bywa nużący. Ileż można w ciągu jednego dnia obejrzeć imponujących, słynnych budowli, o których uczyliśmy się w szkole? Ileż można przyswoić sobie wszystkich opowieści, anegdot związanych z oglądanymi budowlami? Na ile sposobów można kosztować włoską kuchnię, by nie odczuć znudzenia? Jak wielką trzeba mieć cierpliwość, by odstać swoje w kolejce chętnych, którzy tak samo, jak my, chcą zobaczyć najsłynniejsze budowle i dzieła sztuki na świecie? Miejcie, proszę, tę świadomość wybierając się tu. Bogactwo wrażeń bywa czasem przekleństwem i prowadzi do przesytu – stolica Włoch jest miejscem, w którym przesyt możecie poczuć niestety dość szybko.

Moja rada dla Was

Smakujcie Rzym powoli, wbrew zabójczemu tempu, jakie tu panuje. Rozkoszujcie się widokiem imponujących rzymskich kamienic, wsłuchajcie się w szept Tybru. Usiądźcie na pamiętającym czasy Cezara kamieniu w Forum Romanum, nasyćcie zmysły widokiem drzew piniowych, okalających zabytkowe budowle. Nacieszcie się bezpośrednim kontaktem z historią, sztuką i kulturą, poczujcie w sobie dreszcz emocji i żyłkę odkrywcy. Pozwiedzajcie kościoły, słynne budowle, dajcie sobie chwilę, by się nimi nacieszyć. Rozkoszujcie się pobytem tu wtedy, gdy nie jest za gorąco: wiosną lub jesienią. Wtedy bowiem stolica Włoch dla ludzi z naszego, polskiego klimatu, jest o wiele lżejsza, mimo relatywnie wysokich temperatur. Latem jednak lepiej wybrać się w chłodniejsze miejsce – chyba, że naprawdę bardzo lubicie upały, podbijane rozgrzanymi starożytnymi kamieniami.

Czego nie robić wybierając się do Rzymu

Nie powtarzajcie moich błędów: upewniajcie się dwa razy, nim wsiądziecie na lotnisku do dobrego pociągu; upewnijcie się, że potrzebujecie na pewno biletu okresowego na komunikację miejską; nie zgubcie się w metrze! Nie idźcie na żywioł ze zwiedzaniem, lecz zaplanujcie trasę, z uwzględnieniem miejsc, do których możecie wejść „z ulicy”, jak i miejsc, które musicie zarezerwować przez Internet. Przygotujcie się do tej wyprawy – czy z pomocą przewodnika, czy czytając blogi poświęcone Rzymowi – tak, żebyście poznali miejsca, które oglądacie i nie przeoczyli pereł, mijanych po drodze. Możecie też skorzystać z pomocy profesjonalnego przewodnika – polecam Autora bloga „Zagubieni w Rzymie”, znajdziecie go na FB w tym miejscu. Weźcie ze sobą dobry aparat do robienia zdjęć – najlepszy aparat w telefonie może nie dać rady w tak bogatych wnętrzach, ale i wymagających technicznie w kontekście fotografii, jak bazylika św. Piotra czy Panteon. Zobaczcie, jak wygląda stolica Włoch również w nocy – rozświetlone zabytki zasługują, by je uwiecznić na zdjęciach. Nie znając ceny nie kupujcie coli w centrum miasta – 4 EU za niespełna pół litra napoju to lekko mówiąc, małe zdzierstwo.

Wieczne Miasto, które nie zasypia

Rzym na Was czeka. Oferuje Wam wszystko, co najlepsze, najpiękniejsze i najsmaczniejsze – o ile będziecie umieli po to sięgnąć. Myślę, że po lekturze tego wpisu większość z Was, podobnie jak ja, pokocha Wieczne Miasto. Stolica Włoch jest tego warta. Życzę Wam, byście sami się o tym przekonali.