Czarnogóra na wakacje – Kotor i jego dyskretny urok

Czarnogóra na wakacje Marek Dąbrowski Ścieżki mojego świata

Czarnogóra na wakacje? Tak! To kierunek, który zyskuje w Polsce coraz większą popularność. Czy warto się tu wybrać? Czy to miejsce odpowiednie na imprezy, wyjazd rodzinny, a może dla górskich włóczęgów, takich jak ja? Przeczytajcie, co napisałem, zobaczcie zdjęcia, policzcie sobie własne zasoby finansowe, pokombinujcie i sami odpowiedzcie sobie na to pytanie.

Czarnogóra: jak tu dojechać?

Autem bez problemu, gorzej, gdy nie dysponujecie własnym środkiem transportu. Ja dwa lata temu (wtedy robiłem te zdjęcia) wybrałem opcję następującą. Wsiadłem w Gdańsku do autokaru firmy Flixbus, jadącego do Berlina. Po przyjeździe do stolicy Niemiec przed 5 rano, konkretnie wysiadając na przystanku końcowym Port lotniczy Schönefeld (SXF), miałem jeszcze kilka godzin do samolotu do stolicy Czarnogóry, Podgoricy. Sam lot trwał ok. dwóch godzin, po których wylądowałem w smutnym, betonowym mieście, położonym wśród gór. Stąd niedroga taksówka do Kotoru i voila – byłem na miejscu! Koszt biletu Flixbusa na trasie Gdańsk – Berlin (Port lotniczy Schönefeld) to od około 80 do 110 złotych. Bilet lotniczy przewoźnika Ryanair jest obecnie dostępny od około 76 EU w jedną stronę.

Kotor: gdzie się zatrzymać?

Kotor – oszałamiająco pięknie położony na brzegu Zatoki Kotorskiej (Boka Kotorska), to miasto, w którym warto zostać kilka dni. Gdziekolwiek byście się w Kotorze nie zatrzymali, to jest duża szansa, że właścicielem Waszej kwatery będzie Rosjanin. Tu język rosyjski słychać wkoło. Miałem wrażenie, że Rosjanie wykupili całe centrum miasta. Kto wie, może i wykupili.

Osobiście polecam apartamenty wakacyjne. Ja wybrałem taki apartament, z którego widok miałem na piękny dziedziniec z elegancką kawiarnią, w samym centrum Kotoru. W apartamencie była klimatyzacja (konieczność w Czarnogórze), łazienka, kuchnia, dwie sypialnie z wygodnymi łóżkami. Koszt to około 198 złotych za 3 noclegi na jedną osobę (cena za 2017 r.)

Uliczkami miasta

Kotor to przepiękne, zabytkowe miasteczko, z długą historią, zbudowane z wapienia, wielokrotnie niszczone podczas trzęsień ziemi. Starówka została wpisana na światową listę światowego dziedzictwa UNESCO. Zabytkowe kamieniczki kryte czerwoną dachówką kryją przestronne podwórza, otoczone mieszkaniami, masowo zamienionymi na turystyczne apartamenty.

Mimo silnego zorientowania na turystykę i zarabianie kasy, starówka nie zatraciła niespotykanego klimatu: wygląda autentycznie, mimo licznych zniszczeń i kolejnych renowacji, czuć tu oddech historii, jest klimatycznie, sympatycznie, spodoba się każdemu. Co ważne, spacerując uliczkami nie czuć tęgiego upału – tak trzeba budować miasta, by gorące powietrze umykało gdzieś z tych ulic.

Mule, jakich jeszcze nie jedliście

W tym krążeniu po labiryncie uliczek, pełnych kafejek, sklepów z pamiątkami, delikatesami,i, gdzie można nabyć oryginalny pszrut,. nachodzi w pewnym momencie chęć na zjedzenie czegoś dobrego. Ale czego i gdzie? Hm…

Pamiętacie mój wpis, jak jeść za granicą (przeczytacie go tu)? Oczywistym było, że raczej nie spojrzę na żadne turystyczne restauracje, ulokowane na wyciągnięcie ręki. Postanowiłem poszukać czegoś oryginalnego, nieoczywistego, miejsca, które zachwyci. I udało mi się. Owszem, w samym ścisłym centrum tak małego miasteczka, nie można praktycznie nie zaliczyć turystycznej knajpy, ale miałem fuksa. Restauracja „Atrium” zachwyciła nie tylko położeniem – wchodzi się wręcz w ścianę, w wąski, sklepiony korytarz, następnie wspinamy się po wąskich schodach, jak na zdjęciach poniżej – ale i pierwszorzędnymi mulami na winie oraz samym winem.

Po wąskich schodach wchodzi się do urokliwego atrium, gdzie urzęduje pan, który niekoniecznie dobrze zna angielski, za to na pewno znał się na kucharskiej robocie. Trafiło mi się tak dobre jedzenie, że wciąż je pamiętam i przy następnej wizycie w Kotorze, odwiedzę je ponownie.

Aha, rachunek nie był wcale powalający – za talerz parujących, świeżych, pysznych muli w winie zapłaciłem ok. 8 EU (cena w 2017 r.). Będziecie w Kotorze, to zajrzyjcie tutaj, w tym linku dokładne namiary i opinie gości lokalu.

Kotor wieczorową porą

Po tak dobrym obiedzie/kolacji resztę wieczoru można spędzić zapuszczając się w wąskie, malownicze uliczki starego miasta w Kotorze. Wapienne ściany oddają wieczorem nagromadzone w ciągu dnia ciepło, powietrze pachnie potrawami, serwowanymi przez miejscowe knajpki, a z ciemności śledzą każdy nasz krok czyjeś zielone ślepia. Nie zapominajmy, że to Kotor, nazwa do czegoś zobowiązuje. Kotów więc jest tu pod dostatkiem, gdziekolwiek człowiek się nie obróci.

Nocna wyprawa na twierdzę? Niekoniecznie…

Gdyby komuś z Was, tak jak mi, przyszło do głowy, by wieczorem wdrapywać się na twierdzę, górującą na Kotorem, to zdecydowanie odradzam. Po pierwsze: niewiele widać, bo szlak nieoświetlony, można skręcić kostkę na kamieniach. Po drugie: nic nie widać, co widać na zdjęciach poniżej 🙂 Po trzecie: owszem, widok na Bokę Kotorską w nocy, szczególnie na zacumowane w niej luksusowe liniowce pasażerskie jest fajny, ale uwiecznicie go wyłącznie dobrym aparatem foto w trybie zdjęć nocnych.

Tłum na ulicach i… spokojnie

Wracamy do starego miasta, które wieczorem i w nocy tętni życiem, choć z tego, co zauważyłem, nie przekłada się to na uciążliwość dla turystów czy mieszkańców. Pomimo tłumów na ulicach, jest tu dość familijnie i spokojnie. Można przyjechać z dziećmi i nie przejmować się, że obudzi je jakaś dyskoteka. Pełno było tu rodzin z dziećmi, grupek przyjaciół i wszyscy zgodnie koegzystowali.

Nocny urok miasta

Jeszcze trochę tajemniczych, skąpanych w mroku zaułków. Tam wszędzie były koty, przysięgam! Tyle, że nie widać ich na zdjęciach, ale były. Chcecie się przekonać, to sprawdźcie na miejscu.

Trochę historii, trochę magii, romantycznie, wręcz mistycznie. Taki jest Kotor w nocy.

Budva i… Hawaje, czyli wakacje na 100 procent

Budva, położona w odległości 23 km od Kotoru, to piękna, turystyczna miejscowość, urokliwie ulokowana na brzegu Adriatyku. Jadąc autobusem od Kotoru można ją podziwiać z góry i powiem Wam, że to cudowny widok. Budva to piękne plaże, turyści, hotele, wspaniała starówka, ulokowana na wchodzącym w morze cyplu oraz wyspa św. Mikołaja, zwana potoczenie „Hawajami”, od nazwy znajdującej się tu restauracji. To właśnie Hawaje były celem mojej podróży do Budvy.

Najlepsza ośmiornica, jaką jadłem ever!

Gdzie? Właśnie na Hawajach. Między wyspą a lądem kursują barki, przejazd dla jednej osoby to 3 EU w jedną stronę, płynie się spokojnie ok. 5-10 minut do wyspy. Na wyspie gwarno, ogromna restauracja wydaje posiłki na okrągło, kelnerzy biegają wkoło, realizując kolejne zamówienia. Zamówiłem i ja, w końcu wakacje to wakacje.

Co tu wziąć? Mule jadłem w Kotorze. Mięsiwa – nie na taki upał, choć przyrządzone na grillu i w dodatku nie z wieprzowiny, a np. z jagnięciny, są genialne w smaku i wchodzą lekko. Wybrałem tym razem grillowaną ośmiornicę.

Jakie to było dobre! Ziemniaki z wody + odrobina szpinaku + ośmiornica, ale jaka! Krucha, dobrze upieczona na grillu, dobrze przyprawiona, świeża. Jedno z najlepszych dań z owoców morza, jakie zdarzyło mi się jeść kiedykolwiek! Jeśli traficie na wyspę, to koniecznie spróbujcie tego dania. Naprawdę je polecam, to nie będą zmarnowane pieniądze! Ja za swoją porcję zapłaciłem w 2017 r. ok. 11 EU.

Wyspa Św. Mikołaja

Na zdjęciach poniżej: Havai beach, czyli miejscowa odmiana Hawajów, plaża na wyspie św. Mikołaja. Jest tu wszystko: ciepłe morze, bez wielkich głębin, trochę skał, piasek, leżaki, parasolki, infrastruktura turystyczna – wszystko, by dobrze wypoczywać. Miejsce idealne zarówno dla turystów indywidualnych, wycieczek, singli, którzy przyjechali tu na różne przygody, grup znajomych, rodzin z dziećmi, nawet wielopokoleniowych. Miejsce sympatyczne, wakacyjne, dające poczuć się wyjątkowo. Adriatyckie wybrzeże smakuje cudownie, wygląda pięknie i jest bardzo przyjazne.

Pogoda, jak to nad morze i w górach, lubi się szybko zmieniać. Po kilku godzinach zawinąłem się z powrotem na statek do Budvy, a stamtąd wróciłem do Kotoru, mając w planach wspinaczkę na kotorską twierdzę nazajutrz.

Boka Kotorska

Czyli Zatoka Kotorska, w której często cumują luksusowe pasażerskie liniowce, to miejsce, które znacie z pocztówek. Szczególnie pięknie wygląda ze szczytu twierdzy św. Jana, która góruje na Kotorem, opasając miasto pasmem pochodzących ze średniowiecza murów obronnych.

Kotor za dnia

Piękny nocą, urzekający w ciągu dnia. Kotor to prawdziwa perła – zdjęcia poniżej nie oddają uroku starówki. Jak widać na fotkach, przekrój wiekowy turystów spory. Dlatego jest to miejsce, w którym każdy, niezależnie od wieku, spędzi dobrze czas.

Chwila relaksu na małą kawkę, coś do kawki i przemyślenia, czy zdążę dojść na szczyt twierdzy przed upałem, który tamtego dnia dawał w kość? Cóż, kawę wypiłem, dodatek do kawy też i poszedłem w ten upał, bo cóż innego było zrobić?

W drodze na twierdzę

Spiesząc się, by zdążyć na szczyt twierdzy, nim słońce mnie spali, machnąłem po drodze jeszcze kilka fot. Na jednym z nich widzicie jeden z najsłynniejszych zabytków w Kotorze, czyli katedrę św. Tryfona. Podczas tego wyjazdu nie zdążyłem wejść do środka, ale byłem tam podczas wcześniejszych wizyt. Warto poświęcić trochę czasu, by obejrzeć wnętrze świątyni, a nawet wejść na wieżę. Koszt wejścia do kościoła i muzeum to 2,50 EU.

Im wyżej, tym więcej czerwonych dachów i coraz lepszy widok na Bokę Kotorską. Koszt wejścia na twierdzę to 3 EU.

Tamtego dnia słońce mnie nie oszczędzało. Wchodziłem na twierdzę szybko, ale i tak nie uciekłem przed piekielnym skwarem.

Twierdza św. Jana

A oto i cel mojej wędrówki – średniowieczna twierdza św. Jana, która góruje nad Kotorem na wysokości ok. 280 m. Stąd rozpościerają się najlepsze widoki na Bokę Kotorską i samo stare miasto. Jeśli będziecie mieli szczęście, to uwiecznicie na zdjęciach luksusowe wycieczkowce w zatoce.

Jeszcze kilka zdjęć z wieczornego Kotoru – zatoka z bliska, kawałek plaży i wejście do starego miasta.

Njeguši, czyli czarnogórskie specjały najwyższej jakości

Njeguši, piękna wioseczka położona w drodze z Kotoru na szczyt Lovćen, najbardziej znany szczyt Czarnogóry, kryje w sobie smaczny sekret. To pršut, czyli szynka suszona na wietrze i słońcu. Na zdjęciach powyżej widziecie mnie podczas przerwy w wędrówce na Lovćen, w jednej z karczm w Njeguši. Na talerzu typowe czarnogórskie przysmaki: cevapy, pljeskavica, szaszłyki i inne mięsiwa, czyli tzw. miesane meso. Polecam tę potrawę, bo to kwintesencja tego, co jada się tu od wieków. Cena takiego zestawu to… EU.

Podsumowanie

  • Moim zdaniem warto jechać na wakacje do Czarnogóry, ja bywam tu od lat, średnio co roku,
  • Dobrze mieć tu własny transport,
  • W Czarnogórze płacimy w euro, choć kraj nie jest w Unii Europejskiej,
  • Kotor poleca się na wyjazdy: rodzinne, z przyjaciółmi, randki, szalone wakacje nastolatków, studentów, etc.
  • Koniecznie spróbujcie miejscowej kuchni i nie bójcie się owoców morza,
  • Uwaga na rachunki w niektórych knajpach, w Kotorze w jednej z kawiarni kelner zakozaczył, tylko dzięki koleżance, pracującej w gastronomii, nie dałem się naciągnąć na dodatkowe kilka euro. Zawsze żądajcie paragonu!
  • Czarnogóra to słońce i góry, obowiązkowo filtr z wysokim UV na twarz i ciało, bo bardzo szybko się opalicie.