Tam, gdzie urodził się Jezus – wycieczka do Betlejem, grudzień 2014 r.

Betlejem ściezki mojego świata

Nieprzypadkowo wybrałem drugi dzień świąt Bożego Narodzenia jako datę publikacji wpisu o mojej wyprawie do Izraela, Palestyny i Betlejem w grudniu 2014 roku. Relacja z wizyty w miejscu, gdzie wszystko się zaczęło 2000 lat temu – wszystko, czyli całe chrześcijaństwo – wpisuje się dobrze w atmosferę świąt. I to pomimo aktualnych niepokojów i wzrostu napięcia po niedawnej deklaracji prezydenta USA Donalda Trumpa dotyczącej uznania Jerozolimy jako stolicy Izraela. Jak pamiętacie z moich poprzednich wpisów o Izraelu, grudniowa wycieczka na kilka dni przed świętami była moją pierwszą wizytą w tym kraju i – jak się okazało – nie ostatnią. Liczę również na to, że nastroje wśród ludności palestyńskiej w Izraelu uspokoją się na tyle, że bez obaw będzie można znów wyskoczyć tam na kilka dni. Obym się w tej nadziei srodze nie zawiódł…

Izrael po raz pierwszy

Gdy cofam się pamięcią trzy lata wstecz, pamiętam jak zastanawiałem się, jak tam jest na miejscu. Nie wiedziałem, czy moje wyobrażenia o tym kraju, oparte na tym, co czytałem w internecie i widziałem w TV, są bliskie prawdy, czy może czeka mnie tam coś, co totalnie mnie zaskoczy? Pamiętam stres i strach, tak, strach przed kontrolą na lotnisku, o której krążą legendy, ale o tym za chwilę.

Kalendarz w 2014 roku był na tyle korzystny, że jeszcze przed świętami miałem kilka dni wolnego. Zastanawiają się, gdzie mam spędzić ten czas, przeglądałem pewnego letniego dnia wyszukiwarkę lotów, z której zawsze korzystam. Znalazłem lot w obie strony z Warszawy do Tel Avivu liniami Wizzair za niecałe 240 zł w obie strony. Cóż, skoro okazja sama pchała się do ręki, grzechem byłoby nie skorzystać. Kliknąłem, zabukowałem, zapłaciłem i pozostało mi jedynie planowanie mojego pierwszego wyjazdu na Bliski Wschód. Miałem zatrzymać się w Jerozolimie i oprócz tego miasta zobaczyć jeszcze Masadę, Tel Aviv, wykapać się w Morzu Martwym i pojechać na terytorium Palestyny, do miejsca, w którym urodził się Jezus Chrystus

Lotniskowa kontrola, czyli „dzień dobry” na Ziemi Świętej

18 grudnia 2014 roku wyleciałem z Warszawy. Lot trwał 3,5 h, późnym wieczorem wylądowaliśmy w Tel Avivie. Nie spodziewając się żadnych kłopotów spieszyłem do wyjścia wraz z innymi, by udać się na pociąg do Jerozolimy, gdzie miałem opłacony nocleg. Przy bramkach paszportowych rozpoczęła się wyrywkowa kontrola. Poczułem się trochę dziwnie, gdy mój paszport został zabrany, a ja sam skierowany na… przesłuchanie. Przyjemnie nie było, bo oto nagle zderzyłem się z pytaniami jak na filmowych przesłuchaniach, zapętlających, starających się wydobyć ze mnie zeznania na ewentualne potwierdzenie winy. Usłyszałem pytania praktycznie o wszystkie aspekty mojego życia: rodzinę, znajomych, pracę, pobyt w Izraelu, pobyt w krajach arabskich. Było tego tak dużo, że nawet moja znajomość angielskiego nie dawała rady, zwłaszcza przy konieczności przeliterowania nazwisk członków rodziny.

„Zamknij się” i nie dyskutuj z pracownikami lotniska Ben Gurion

Cóż, próbowałem sobie tłumaczyć, że to konieczne, że tak trzeba ze względu na zagrożenia terroryzmem, itp., ale forma tzw. wywiadu w sumie była dla mnie niedopuszczalna. Odzywki typu per – „ty”, „zamknij się”, „odpowiadaj na pytania” nie były przyjemne. Wystraszony nie na żarty ograniczyłem się wyłącznie do odpowiedzi, modląc się w duchu, by ten koszmar skończył się jak najszybciej.

Noc za pasem, żadnego dojazdu z lotniska, do tego perspektywa dalszych przesłuchań – nie tak wyobrażałem sobie pierwsze godziny w Izraelu. Byłem sam, znikąd pomocy, telefon do ambasady nie działał o tej porze. Niemiec, który trafił ze mną na kontrolę, pyskował. Zabrano go do innego pomieszczenia i więcej go tej nocy nie zobaczyłem (jak się okazało, spędził w areszcie kilka dni i wypuszczono go na samolot, które odlatywał tuż przed moim kilka dni później).

Wreszcie, po prawie 3 godzinach, urzędniczka bez słowa oddała mi paszport. Nie muszę wspominać, że słowo „przepraszam” nie padło ani razu. Żadnych wyjaśnień, tak jakby było to oczywiste,  że biednego, skołowanego turystę trzeba najpierw nastraszyć, sprowadzić prawie do parteru, po czym łaskawie wypuścić. Zszokowany opuściłem lotnisko, złapałem taksówkę – trafiłem na Szabat – i dojechałem do swojego wynajętego apartamenciku.

W drodze do Betlejem

Nie będę rozpisywał się o wyjeździe nad Morze Martwe i do twierdzy Masada. Do tych miejsc wróciłem dwa lata później, o czym napisałem w tym wpisie na blogu. 21 grudnia 2014 roku, po spacerze uliczkami Jerozolimy, wizycie w Bazylice Grobu Pańskiego oraz dzielnicach: chrześcijańskiej, żydowskiej i muzułmańskiej, postanowiłem wybrać się do Beth-Lechem, co oznacza „Dom Chleba”, a co my znamy pod nazwą Betlejem.

Przystanek busów do Betlejem znalazłem nieco na prawo od wyjścia z Bramy Damasceńskiej na jerozolimskim Starym Mieście. Znajduje się tam widoczny ze sporej odległości duży parking i przystanki busów. Do Betlejem odjeżdżają niebieskie busy z numerem 21. Przejazd w zależności od warunków na drodze i kontroli wojskowych trwa od 30 do 40 minut, ale czasem może być to dłużej. Mówiąc o busach mam tu na myśli transport arabski, gdyż autobusy rejsowe Egged odjeżdżają z innego miejsca (opodal Bramy Jaffy, czyli głównego wejścia na Stare Miasto w Jerozolimie). Przejazd do Betlejem w grudniu 2014 roku kosztował jedyne 5 szekli w jedną stronę. Wracałem stamtąd autobusem Egged, w którym przejazd był jedynie o 2 szekle droższy.

O czym należy wiedzieć: Betlejem, położone zaledwie 10 km od Jerozolimy, znajduje się na terenie Autonomii Palestyńskiej. Po drodze jest posterunek wojskowy, należy więc liczyć się z kontrolą wojskową. Konieczne jest posiadanie przy sobie dokumentów, a więc paszportu.

Tam, gdzie urodził się Jezus

Kilka słów o samym Betlejem. To nie tylko miejscowość, w której wg Biblii urodził się Jezus Chrystus , ale aktualnie ważny ośrodek administracyjny Palestyńczyków. Historia miasta, wciąż zdobywanego i wciąż odbijanego, przechodzącego z rak do rąk, niszczonego i odbudowywanego, przypomina dzieje Jerozolimy. Obecnie mieszka w nim niewiele ponad 30 tys. osób. Betlejem stanowi cel pielgrzymek z całego świata, chcących odwiedzić Bazylikę Narodzenia Pańskiego, by zejść w niej do krypty, w której znajduje się Grota Narodzenia.

Jak tam trafić? Należy wysiąść przy skrzyżowaniu Bab El-Zakak/Beit Jala Road, w razie kłopotów najlepiej zapytać kierowcę. Stąd już bardzo blisko do centrum Starego Miasta i przede wszystkim do Chuch of Nativity. Od przystanku i skrzyżowania droga jest bardzo prosta, należy kierować się ulicą w stronę bazaru i centrum handlowego Saada Mall, skąd widać już całe centrum miasteczka, jak również górującą nad nim na wzgórzu Bazylikę Narodzenia. Przed nią znajduje się duży plac i informacja turystyczna. Jako, że byłem tam przed samą wigilią, w mieście trwały przedświąteczne przygotowania do uroczystości religijnych. Na placu przed samą bazyliką stała już charakterystyczna wysoka choinka.

Samo miasteczko to już w zasadzie przedmieścia Jerozolimy. Jest miejscem gwarnym, pełnym życia, z obfitującymi w smakołyki targowiskami. Spotykani tu przeze mnie ludzie byli sympatyczni i życzliwi. Daje się jednak zauważyć ogromny kontrast w standardzie życia w porównaniu z bogatą Jerozolimą. Tu widać biedę, którą mieszkańcy Betlejem starają się oszukiwać na wszelkie sposoby. Jeden z napotkanych taksówkarzy oferował mi przejazd po okolicach, trip pod budujący się wówczas mur stawiany przez osadników żydowskich, bo dorabiał, jak mówił, nieustannie do słabej pensji nauczyciela nie wystarczającej na przeżycie.

Z poznanym w autobusie Czechem – niestety, nie zapamiętałem jego imienia – wspięliśmy się na wieżę remontowanego kościoła, skąd roztaczała się przecudna panorama na całe Betlejem. Kolega z południa nieopacznie strącił na plac poniżej kilka ustawionych u góry przez pracowników kamieni, które roztrzaskały się bruku. Serce podeszło mi do gardła, ale na szczęście nikogo na dole w tym czasie nie było. Uznałem jednak, że bezpieczniejsza będzie dla mnie kontynuacja wyprawy w pojedynkę;)

Na placu opodal Bazyliki Narodzenia mieści się Międzynarodowe Centrum Pokoju z informacją dla turystów i pielgrzymów, księgarnią, audytorium oraz muzeum archeologicznym.

Tu wszystko się zaczęło

Wreszcie sama Bazylika Narodzenia Pańskiego, wybudowana w IV w naszej ery potem kilkukrotnie przebudowywana. Na zdjęciu poniżej plac przed Bazyliką, w czasie uroczystości pełen ludzi, skupienia i modlitwy, teraz jeszcze spokojnie tu i cicho.

Wejście do wnętrza prowadzi przez tzw. Wrota Pokory. Ciekawa sprawa: dziś to bardzo niskie wejście skłania nas do refleksji, że jest takie, bo mamy tu do czynienia ze świętym miejscem, w którym na świat przyszedł Jezus. Tymczasem powód konstrukcji tak niskich drzwi był bardzo przyziemny i praktyczny. Chodziło o to, aby nie wjeżdżać do wnętrza konno. Bazylika posiada również pochylnię dla osób niepełnosprawnych, więc osoby na wózkach mogą się tu dostać bez problemu.

Betlejem ściezki mojego świata

Wnętrze Bazyliki dość ciemne, widać że wiele potrzeba by było jeszcze zainwestować w remont tego niezwykłego dla Chrześcijan miejsca.

Sama Bazylika została zbudowana na planie krzyża łacińskiego, czyli miała strukturę pięcionawową. Spoglądając na posadzkę gdzieniegdzie można zobaczyć pozostałości mozaik z czasów Konstantyna. Na ścianach zachowały się fragmenty mozaik, które pochodzą z czasów wypraw krzyżowych.

Święte miejsce

Najważniejsza jednak w tym miejscu jest słynna Grota Narodzenia. Po wąskich schodkach schodzi się do dusznego pomieszczenia, gdzie znajduje się jedno z najświętszych miejsc: to w którym przyszedł na świat Jezus Chrystus. Opiekę nad świątynią i grota sprawują franciszkanie. Prawo do tego miejsca mają również Grecy, Syryjczycy i Ormianie. Stąd też, tak jak w przypadku Bazyliki Grobu Pańskiego, nie uniknięto gorszących kłótni i sporów.

Trochę przeszkadzało to, że trzeba się spieszyć, że wciąż ktoś popędza, że jest tłok i nie ma komfortu modlitwy. Niewątpliwie jednak same ściany groty i magia tego miejsca sprawiają, że można przeżyć tu mimo niesprzyjających okoliczności coś w rodzaju mistycznego uniesienia. Obok dwóch innych miejsc w Ziemi Świętej: Bazyliki Grobu Pańskiego oraz Kafarnaum (miejsca gdzie Chrystus nauczał, żył i mieszkał nad Jeziorem Galilejskim) to właśnie tu poczułem obecność Boga.

Charakterystyczna „gwiazda” znaczy miejsce, gdzie Zbawiciel przyszedł na świat, miejsce otoczone szczególnym kultem i modlitwą. Oraz jak widać na zdjęciu – turystami, których tłum kłębi się tu niezależnie od pory roku.

Betlejem ściezki mojego świata

Na zdjęciach poniżej: bogato zdobione wnętrza Bazyliki.

Grota Narodzenia i krużganki klasztoru Franciszkanów.

Po kilku godzinach w Betlejem wróciłem do Jerozolimy, a dwa dni później już byłem  w Polsce. Święta Bożego Narodzenia 2014 r. były dla mnie szczególne. Tym razem dane mi było dotknąć i zobaczyć miejsca najważniejsze dla chrześcijan, stąd i przeżywanie świąt inne niż dotychczas, głębsze, pełne refleksji o człowieczym losie i o kondycji świata. Jezus oddał na krzyżu życie za ludzi, a ci podzielili między siebie ziemię, po które stąpał, wyrywając ją sobie niemalże z gardeł. Ziemia w Palestynie i w Izraelu widziała wiele zła wyrządzonego człowiekowi przez drugiego człowieka. Jest jak nigdzie indziej przesiąknięta krwią, nienawiścią, żalem, bólem, cierpieniem ponad miarę. Skąd to okrucieństwo, nienawiść, te złe emocje? Czy taki ogólnie jest człowiek? Czy za to właśnie umarł Jezus?

 

Betlejem początkiem izraelskiej przygody

 

Wiele pytań, zero odpowiedzi, wiele interpretacji i materiałów do przemyśleń. Uczepiłem się jednego z nich: wiedziałem, że pomimo przykrej kontroli na lotnisku na pewno wrócę do Ziemi Świętej. To nie tylko fascynujące miejsce związane z narodzinami chrześcijaństwa, ale i wspaniały temat do podróżniczej eksploracji. I tak się stało: ponad półtora roku później znów wylądowałem w Tel Avivie, pojechałem do Jerozolimy, zwiedziłem raz jeszcze Masadę, tym razem w piekielnym słońcu, zamoczyłem nogi w Jeziorze Galilejskim, pojechałem do Nazaretu, Kafarnaum, Hajfy i Akki. W każdym z tych miejsc szukałem śladów Boga i w kilku udało mi się je odnaleźć.