Pompeje – na ścieżkach umarłego miasta; Wielkanoc 2017 we Włoszech, część II

Pompeje ścieżki mojego świata

Pompeje, 24 sierpnia 79 r.n.e.

… to był kolejny pogodny dzień włoskiego, rozpalonego lata. Na bezchmurnym błękitnym niebie ani jednej chmurki. Temperatura już od rana dochodziła do 30 stopni, ale ożywczy wiaterek chłodził rozpalone upałem ciała mieszkańców. Dzień piękny, pogoda idealna, nic złego nie mogło się stać.

„I am the Nature…

Jednak ten dzień odróżniało coś od poprzednich – nie było słychać śpiewu ptaków, które zawsze buszowały w koronach drzew piniowych i rododendronach. Również psy od rana zachowywały się dziwnie – te, które jeszcze nie uciekły, były niespokojne, kryły z piskiem w najdalszy kąt izby. Jednak niewielu mieszkańców miasta zwróciło na to uwagę. Zajmowały ich sprawy codzienne. Na Forum jak zwykle gwarno i tłoczno: straganiarze przekrzykiwali się z kupującymi, ci z  politycznymi agitatorami. Między nimi krążyli mieszkańcy, zaaferowani swoimi sprawami. Wokół straganów konie, kozy, poddenerwowane psy. Życie, codzienne życie bogatego miasta stojącego u szczytu rozwoju w Imperium Rzymskim.

…the universal Mother…

W świątyniach odczyniano codzienne rytuały. Urodziwe kapłanki świątyni Izydy zapalały kadzidła i wznosiły przedpołudniowe modły. W przestronnych, bogato zdobionych wnętrzach monumentalnych willi patrycjusze dopiero zaczynali dzień. Na scenie Teatru Wielkiego trwały przygotowania do wieczornego spektaklu, a w amfiteatrze pierwsi widzowie zajmowali miejsca, by obejrzeć zapowiadane w samo południe walki gladiatorów. Ci przygotowali się do występów w mrocznych podziemiach amfiteatru. Potężne kamienne mury odbijały echo szczęku broni oraz ryk dzikich zwierząt, które były atrakcją występów. Również one wydawały się czymś zaniepokojone: tygrysy, niedźwiedzie oraz wilki usiłowały wydostać się z klatek, gryząc metalowe i drewniane szczeble.

… mistress of all the elements…

Niektórzy z niepokojem spoglądali na górujący nad miastem stożek wulkanu. Od kilku dni unosiła się nad nim niewielka smużka dymu, ledwie cień migoczący na tle turkusowego nieba. To jednak wystarczyło, by na miasto posypało się trochę srebrzystego popiołu. Wielu obawiało się, że z góry tryśnie ogień, ale przecież za ich życia Wezuwiusz nigdy jeszcze nie wybuchł. Co innego ziemia – ta trzęsła się pod nogami Pompejan regularnie. Zaledwie 17 lat wcześniej silne wstrząsy tektoniczne obróciły w pył większość budowli w mieście. Zginęło wtedy wiele osób, sporo mieszkańców na zawsze opuściło swoje domy, przenosząc się w spokojniejsze rejony. Nie trafiło jednak na biednego – Pompeje, przeżywające właśnie okres ekonomicznej i kulturalnej świetności, szybko poradziły sobie z odgruzowaniem ulic i odbudową zniszczonych gmachów. Odrodziły się z gruzów, piękniejsze, bogatsze, jakby chciały pokazać przyrodzie, że tym razem człowiek pokonał siły natury.

…primordial child of time…

Tego ranka ziemia trzęsła się raz po raz. Delikatnie, ledwo wyczuwalnie, ale jednak. W sumie od kilku już dni mniejsze i większe wstrząsy nawiedzały miasto. Gdzieś zbił się dzban z winem, komuś pękła ściana w domu, paru straganiarzom pouciekały pomarańcze, kilka osób dostało po głowach osypującymi się dachówkami, jedna nawet od tego zginęła.  Stąd burzliwe dyskusje, czy odbudowa po wcześniejszym trzęsieniu ziemi przebiegała zgodnie ze sztuką budowlaną?

Wielu patrycjuszy, pamiętających traumę poprzedniego trzęsienia ziemi, opuściło dzień wcześniej swoje pompejańskie rezydencje i samo miasto, bojąc się powtórki wydarzeń z 62. r. Zabrali ze sobą rodziny i służbę. Za nimi podążyły tysiące innych mieszkańców. Jednak tysiące pozostały w mieście. Tu było ich życie, ich świat, tu chroniły ich lokalne bóstwa, w które wierzyli ze wszystkich sił. Gdzie mieli pójść, dokąd się udać? Ufni w opiekę bogów, zajęci codziennością, nie przypuszczali, co szykuje im ten tak dobrze zapowiadający się dzień.

…sovereign of all things spiritual…

Słońce stało już w zenicie, gdy na scenie amfiteatru pojawili się pierwsi gladiatorzy. Setki widzów na trybunach skupiło uwagę głównie na nich. Powietrze aż zgęstniało od emocji. Pierwsze skrzyżowanie mieczy, pierwsza krew wsiąkła w piach areny.

…queen of the dead…

To przyszło tak nagle, że zaszokowani mieszkańcy nie zdążyli zareagować. Ogłuszający trzask, jakby ktoś w ich głowach łupał kamienie, połączony z silnie wibrującym dudnieniem wydobywającym się głęboko spod ziemi sprawiły, że z gardeł tysięcy mieszkańców wydobył się okrzyk najgłębszej grozy. Wstrząsy były tak silne, że dachy świątyń zapadały się jeden po drugim. W niebo wzbiły się tumany pyłu od walących się budowli. Całe kolumnady na Forum roztrzaskiwały się na ziemi, jedna po drugiej, zabijając wszystko i wszystkich wokół. Między uciekającymi na oślep ludźmi, którzy wpadali na siebie, rzucani w górę i na boki siłą wydobywającą się spod ziemi, przeciskały się przerażone psy. W panice gryzły wszystko i każdego, kto stawał im na drodze.

…queen of the ocean…

I wtedy świat jakby zamarł. Mieszkańcy na kilka sekund uświadomili sobie, że nastał dziwny spokój. Zapadła grobowa cisza, pomimo pękających ścian, walących się kolumn i fontanny zsuwających się dachówek. W oczach mignął jakiś monstrualny cień, lecz chwila minęła, gdy spojrzeli tam, gdzie bali się spojrzeć. Kiedy już to zrobili, ich oczom ukazała się przerażająca chmura ognia, wzbijającego się w niebo nad Wezuwiuszem. Sam wulkan jakby nagle zmalał, pochylił się, postarzał. Nie wbijał się już dumnie w błękitne niebo, bo w rozszalałych płomieniach zniknął jego szczyt. Oniemiałym z przerażenia Pompejanom ukazał się widok jak z piekła – płonąca chmura ognia szła w górę bez końca, pchana gęstymi, kłębami czarnego dymu.

…queen also of the immortals…

Niebo, dotąd lazurowe, zaszło mgłą, a po chwili pociemniało, jak podczas burzy. Same błyskawice zamigotały w kłębach czarnego dymu wydobywającego się z krateru. Jednak zamiast kropel ożywczego deszczu, na mieszkańców spadł materiał piroklastyczny, czyli rozpylona, zastygła w powietrz lawa i pokruszone w eksplozji skały. Lapille chrzęściły pod nogami, a kolejne budowle zapalały się, trafiane płonącymi bombami wulkanicznymi. Mieszkańcy w panice zabierali z domów, co mogli, by następnie próbować uciec z miasta, jednak setki z nich zginęły przygniecione zapadającymi się budynkami. Niektórzy, trafieni bombami wulkanicznymi, zamieniali się w żywe pochodnie. Inni zwijali się w konwulsjach na ulicy – dopadły ich trujące wyziewy, wydobywające się z wulkanu.

…the single manifestation of all gods and goddesses that are…

Pierwsi uciekinierzy wydostali się poza bramy miasta, lecz ci, którzy nie nadążyli za nimi: rodziny z dziećmi, kobiety w połogu, starcy, ginęli w męczarniach, we własnych domach bądź na ulicach. Kto nie został zabity elementem rozpadających się budowli, nie spłonął w jednym z setek pożarów, nie został stratowany przez uciekające zwierzęta, ten udusił się toksycznymi oparami. Z nieba sypał się gęsto deszcz lapilli: liczących zaledwie kilkadziesiąt milimetrów cząstek lawy i okruchów skalnych. W ciągu kwadransa od eksplozji pierwsze ciała były już zasypane ich grubą warstwą.

Jestem naturą, Matką uniwersalną, kochanką wszystkich żywiołów, pierwotnym dzieckiem czasu, władcą wszystkiego, co duchowe, królową zmarłych, królową oceanu, królową nieśmiertelnych, pojedynczą manifestacją wszystkich bogów i bogiń, moje ukojenie rządzi lśniącymi niebiosami, zdrowymi morskimi powiewami. Chociaż jestem wielbiona pod wieloma względami, znana z niezliczonych imion … niektórzy znają mnie jako Juno, inni jak Bellonę … Egipcjanie, którzy przodują w starożytnej nauce i uwielbieniu, nazywają mnie moim prawdziwym imieniem: Królowa Izyda” – zaczerpnięte z „Matamorfoz” Luciusa Apuleiusa.

…my nod governs the shining heights of Heavens…

Ktoś chciał wynieść skarbiec ze świątyni, ktoś inny chciał uratować rodzinę. Jedni zostawiali niedołężnych rodziców na pastwę losu, inni nie wrócili po swoje dzieci, które wciąż na nich czekały w domach. Ginęły psy, zamknięte w domach, dusili się niewolnicy, którzy do końca pozostali wierni swoim panom, nie mogącym z powodu stanu zdrowia opuścić swych posiadłości. Im dłużej trwała erupcja, tym ciszej robiło się na ulicach, które w błyskawicznym tempie znikały pod warstwą popiołu i lapilli.

… the Egyptians call me by my true name… Queen Isis….

Tymczasem wulkan wyrzucał z siebie niekończące się tony popiołu, pokruszonych skał i zastygłej w powietrzy lawy. Od strony miejscowości Herkulanum z krateru zaczęło się wylewać gorące błoto wulkaniczne, które po kilku godzinach przykryło to miasteczko warstwą sięgającą gdzieniegdzie aż 12 metrów grubości.  W ogniu stanął las porastający zbocze Wezuwiusza, w nicość obróciły się wille bogaczy, wybudowane przez nieświadomych grożącego im niebezpieczeństwa ludzi u samego podnóża góry. Cały świat zamienił się nagle w totalny chaos. Minął dzień, przyszła noc, potem kolejny dzień – Pompeje były już martwe, zasypane lapillami, miejscami spalone, a przede wszystkim wspaniale zakonserwowane.

Uff… Chodziłem po kamieniach, którymi przeszli przede mną nie tylko mieszkańcy Pompejów, ale i miliony turystów. Dotykałem murów, znanych mi dotąd z encyklopedii i szkolnych podręczników. o których kiedyś się uczyłem, o których uczyłem swoich uczniów. Wokół rozgadani Japończycy i Włosi, a ja sam, pośrodku wielkiego amfiteatru, w którym na 3 lata przed moim przyjściem na świat Pink Floyd grali arcydzieło, inspirujące mnie do pisania tych słów.

Patrzyłem na kamienne ściany na wpół zburzonych budowli świadom tego, jakiej tragedii były niemymi świadkami. Nad głową szumiały mi drzewa piniowe i cyprysy, wśród  których buszowały ptaki, a zachodzące słońce kładło coraz dłuższe cienie. W mrocznych zakątkach pompejańskich domów pojawiły się po zmierzchu echa wspomnień dawnych mieszkańców, ich miłosnych wynurzeń, ich dramatów, mniejszych i większych. Emocje kłębiły się w rześkim kwietniowym powietrzu i te same emocje – oraz „Matamorfozy”Luciusa Apuleiusa, których cytat jest elementem ekspozycji przy ruinach świątyni Izydy – zainspirowały mnie do napisania tej relacji w formie udramatyzowanej opowieści. Pompeje – tej wycieczki, towarzyszących jej emocji i tego, co tam zobaczyłem, nie da się zapomnieć.

Zniszczone siłami natury Pompeje w cudowny sposób ożyły przed kilkoma stuleciami. Wykopaliska odsłoniły sporą część miasta, ale jeszcze jest wiele do odkrycia. Pompeje stanowią nie tylko tragiczne wspomnienie dramatu, jakie się tu wydarzył, ale są również jednym z najwspanialszych muzeów na świecie.

Pompeje stanowiły mój kolejny przystanek podczas wyprawy do Włoch na Wielkanoc 2017. Dojechałem tu kolejką z Sorrento w kilkadziesiąt minut. Aktualną informację o godzinach otwarcia i o cenach biletów (13 euro dla osoby dorosłej) znajdziecie w tym linku.

Jeśli planujcie odwiedzić Pompeje, zróbcie to w godzinach popołudniowych wiosną, tak jak ja w kwietniu bądź na początku maja, gdy nie jest jeszcze zbyt gorąco, ładna pogoda jest pewna, a nadchodzący wieczór otula stanowisko archeologiczne delikatnym całunem melancholii.

Na zakończenie tej osobliwej relacji zdjęcia odlewów ciał ofiar wybuchu Wezuwiusza. Żadne słowa nie oddadzą tego, co się czuje patrząc na nie na żywo. Pozostawiam je Wam, Szanowni Czytelnicy,  ku zadumie nad kruchością ludzkiego życia.

Comments

  1. Pingback: Długi weekend 2018, czyli czary - mary z kalendarzem i z 9 dni urlopu robimy 28-dniowy wypoczynek - ścieżki mojego świata

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *