Tajemnicze miasto krzyżowców

Miejscowość Akka, w której postanowiłem zakończyć swoją trwającą 10 dni wędrówkę po Izraelu, nierozerwalnie kojarzy mi się z tajemniczym, owianym legendami Zakonem Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona czyli Templariuszami. Miejsc związanych z ich pobytem i działalnością, ich tajemnymi znakami i równie legendarnymi bogactwami jest dość dużo w Europie, do której przybyli po upadku tejże Akki w 1291 roku. Kilka słów o templariuszach: to zakon  wojskowo-monastyczny, który występując z ramienia papieża wspomagał pielgrzymów i chorych, przybywających z Europy do Ziemi Świętej. Templariusze najpierw osiedlili się w Jerozolimie, na Wzgórzu Świątynnym, stąd też nazwa ich zakonu – templariusze, czyli strażnicy Świątyni. Po podboju Jerozolimy przez Salah Al-Dina w 1187 r. templariusze zamieszkali w Akce, gdzie zaczęli budować swoją dzielnicę w południowo-zachodniej części miasta. Ich twierdza była najsilniejszą i największą w mieście. W przeważającej części przylegała do linii brzegowej, jako forteca, a wejście do niej było chronione przez dwie potężne wieże z grubymi ścianami o pierwotnej wysokości aż 28 metrów. Spójrzcie na zdjęcia, nie tylko ja byłem pod wrażeniem!

Z pobliskiej Hajfy, jeśli nie macie wypożyczonego samochodu, dostaniecie się do Akki dwoma autobusami Nateev Express – aktualny rozkład dostępny tutaj Nateev express W przypadku różnych kombinacji kolejowo-autobusowych możecie skorzystać z tego linku  Rozkład jazdy Izrael Pamiętajcie, że problem z dojazdem komunikacją podmiejską może być w Szabat! Wtedy należałoby kombinować dojazd np. zamówioną wcześniej taksówką. Kiedy byłem w Akce nie kursowała również linia kolejowa, a jej obecność na pewno usprawniłaby dojazd. Ja na miejsce dojechałem marszrutką za około 15 szekli w jedną stronę.

Wejście do Muzeum Starego Miasta i większości jego atrakcji jest oczywiście płatne. Bilet wstępu do twierdzy kosztuje 62 szekle (dla dzieci i seniorów 49 szekli) i obejmuje on szereg atrakcji, które można zwiedzić: Salą Rycerską, Muzeum Sztuki Ohashi, turecką Łaźnię, Tunel Templariuszy oraz Synagogę Ramchal. W tym linku znajdziecie godziny otwarcia poszczególnych obiektów : Akka Stare Miasto godziny zwiedzania

Wrażenia z samej twierdzy – genialne! To potężny kompleks budynków, w którego podziemiach dziś znajduje się muzeum dokumentujące burzliwą historię tego miejsca. Zachowane elementy dawnej infrastruktury dają wiele do myślenia o pomysłowości i ogromnej wiedzy budowniczych. W niektórych pomieszczeniach trzymano więźniów, w innych gotowano, w jeszcze innych mieściły się sypialnie – dawna siedziba Templariuszy kryje wiele zaułków, zakamarków i pewnie wciąż nie odkrytych tajemnic.

Sala Rycerska zwana Salą Jadalną lub Kolumnową Zakonu Templariuszy zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Ma wysokość 10 metrów. Składa się z zestawu ośmiu sklepień i jest oparta na trzech okrągłych kamiennych kolumnach o średnicy około 3 metrów każda. Użebrowane sklepienia z kamienia, które podtrzymują sklepienie opierają się na kapitelach złączonych w ścianach sali. Budynek uchodzi za przykład przejścia od stylu romańskiego do gotyckiego. Jest tu również system doprowadzający i zbierający deszczówkę jako wodę pitną. Woda opadowa była  spuszczona z dachów Fortecy do zbiornika przy pomocy rur odpływowych, które zamontowano w ścianach. Nieźle to sobie wymyślili bracia zakonni tyle stuleci temu!

Na zdjęciu poniżej: plac centralny twierdzy z 4-metrową studnią głębinową. Obok studni znajdują się dwa, o głębokości 40 cm, otynkowane baseny.  

Łaźnię turecką – Hammam – zwiedza się w grupach. Wejścia są limitowane, odbywają się w odstępach około 30 minut. Najpierw przechodzimy przez letnia przebieralnię, do której wchodzimy z dziedzińca. Tu goście Hammamu zdejmowali wierzchnią odzież i owinięci specjalnymi ręcznikami przechodzili dalej na różne zabiegi, a po kąpieli wracali tu odpocząć i odprężyć się. Cztery kolejne komnaty służyły jako różne pomieszczenia do zabiegów od kosmetycznych, leczniczych i masaży ale też, jak zdradził audio-przewodnik, do randek i sesji porodowych.

Serce łaźni była g
orąca sala – łaźnia parowa z podgrzewanym basenem. Korzyści kosmetyczne wydają się oczywiste w przypadku łaźni, ale na czym miało polegać jej działania terapeutyczne? Okazuje się, że na szorowaniu, myciu i masowaniu ciała, a tym samym i duszy. Małe pokoje otaczające środkową salę były wykorzystywane do indywidualnych zabiegów dla bogatych i uprzywilejowanych. Wewnątrz musiało być nie tylko gorąco i parno, ale i gwarno, bo – jak to zazwyczaj bywało – przy okazji zabiegów omawiano tu wszelkie wydarzenia, zarówno historyczne, ale też najnowsze plotki 🙂

Uliczki Starego Miasta w Akkce tętnią życiem. Nie sposób się tam nie zagubić i warto to zrobić po to, by poddać się atmosferze miejsca. Tu wszystko niesie ze sobą cieżar minionych wieków, a tym samym jeszcze bardziej działa na wyobraźnie. Wszelkie zakamarki, stragany, do tego plątanina wąskich przejść, a nawet i same miejsca, w których czas się zatrzymał… Tu czuć Bliski Wschód z całym bogactwem doznać, które oferuje. Czasem wystarczy po prostu zamknąć oczy i poddać się całej fali wrażeń, uderzających w nas z ogromną siłą. Szorstka faktura kamiennego muru, kaleczący dłoń fragment rozpalonego słońcem tynku, drażniące nos zapachy przypraw i rozbrzmiewający gdzieś za rogiem gwar… Tak tu było za czasów Templariuszy i tak jest też dzisiaj.

Do tunelu Templariuszy wcale nie jest tak łatwo trafić. Trzeba przebić się przez urokliwy labirynt wąskich uliczek, a o fakcie istnienia wejścia do tunelu informuje zawieszona na jednym z budynków niczym szczególnym nie wyróżniająca się tabliczka. Tunel zwiedzamy w ramach zakupionego wcześniej biletu do twierdzy. To niezwykłe dzieło budowniczych z czasów głębokiego średniowiecza ma aż 350 metrów długości biegnie od fortecy Templariuszy na zachodzie miasta aż do portu miejskiego na wschodzie, przecinając dzielnicę Pisan. Tunel dawniej służył jako strategiczny podziemny korytarz, który łączył pałac z portem. Dolna część tunelu jest wyryta w skałach i wykonana z naturalnego kamienia, natomiast górna część została zbudowana z ociosanych kamieni przykrytych półkulistą kopułą. 

Wrażenia z tunelu? Owszem, ciekawe miejsce, skrywające zapewne niejedną zagadkę, przepełnione aurą tajemniczości, ale po tunelach, które przeszedłem w Jerozolimie tu tutaj wydały mi się o wiele mniej atrakcyjne. Na domiar złego mój aparat fotograficzny nie dał rady w półmroku i zdjęcia wyszły fatalnie, w zasadzie nie wyszły, bo to, co tu opublikowałem, to jedyne, co po lekkiej obróbce graficznej dało radę oddać nastrój panujący w tunelu i jego atmosferę. Kolejna ważna nauka: sprawdzić funkcje aparatu przed wejściem do tego typu pomieszczeń i albo robić zdjęcia na specjalnym trybie, ze statywem, przy niedostatecznym oświetleniu, albo douczyć się sztuki fotografii i ustawić sobie to wszystko manualnie. Inaczej można się bardzo zawieść na sprzęcie, który w innych warunkach oświetleniowych sprawdza się idealnie.

Po wyjściu z tunelu można udać się na pobliskie wybrzeże, obudowane średniowiecznymi murami. Już wieki temu Ziemia Święta przyciągała pielgrzymów, przybywających na okrętach do miejscowego portu. Pozycja miasta wzrosła szczególnie po jego zdobyciu przez krzyżowców w 1104 roku, a sam port stał się główną bramą do Ziemi Świętej. Warto przejść się wzdłuż murów, popatrzeć na szalejące za nimi morze, no a w samym porcie wsiąść na statek i wybrać się w krótki rejs albo po prostu pogapić się na wędkarzy, którzy godzinami na pobliskich skałach wyczekują na upragnioną zdobycz.

Ponoć pośród tych uliczek gdzieś czaił się bar ze wspaniałym humusem (jak opowiadała mi zaprzyjaźniona kustosz muzeum Okashi) i innymi przepysznymi daniami tutejszej kuchni. Niestety, po godzinie 16 polecony bar był już zamknięty, podobnie jak większość lokalnych straganów i restauracyjek. Pozostało mi jedynie liczyć na coś smacznego w jednym z otwartych przybytków i… srogo się zawiodłem.

Przyjaźnie wyglądający pan, szerokim gestem zapraszający do swojego baru, w jednej chwili przestał być przyjazny, gdy tylko skorzystałem z jego zaproszenia i zamiast wyszukanego zestawu obiadowego za kilkadziesiąt szekli, poprosiłem jedynie o skromny zestaw falafel. Otrzymałem na talerzu osiem kotlecików z ciecierzycy, nawet smacznych, choć nieco przypalonych i wysuszonych. I nic więcej! Okazało się, że w tym zestawie nie było humusu, o czym nie poinformował mnie właściciel baru, ani warzyw, a dziewczyna, która z zaplecza przyniosła mi danie, nie raczyła nawet dopytać, czy nie chcę czegoś do tego zamówić. Jadłem więc suche kotleciki patrząc, jak zdenerwowany właściciel gęsto i coraz bardziej gburowato tłumaczy się przed gośćmi, którzy weszli zaraz po mnie i odnosi na zaplecze ich talerze z niedopieczonymi kotletami z piersi kurczaka. Tak więc nie tylko mi nie smakowało w tym miejscu i mam kolejną nauczkę: unikać knajp, do których zapraszają nieszczerze uśmiechający się pracownicy. Gorszego jedzenia niż w tym konkretnym barze nie jadłem w całym Izraelu!

Z żołądkiem wypełnionym szczelnie wysuszoną ciecierzycą poszedłem obejrzeć port i przystań rybacką w Akce. Chciałem wsiąść w jedną z łodzi i popłynąć na krótki turystyczny rejs, ale dało mi się we znaki zmęczenie z ostatnich 9 dni. Postanowiłem więc tym razem odpuścić sobie taką wycieczkę, a jedynie porobić kilka zdjęć i wrócić do Hajfy na pociąg, który miał zawieźć mnie do Tel Avivu. Obszedłem więc port, żegnając się z Akką wspiąłem się jeszcze na otaczające twierdzę mury, p[o czym poszedłem na marszrutkę, która w kwadrans dowiozła mnie do Hajfy. Wieczór przed wylotem spędziłem urokliwie na plaży w Tel Avivie, a o szóstej rano wsiadłem w samolot i wróciłem do Polski, kończąc tym samym izraelską wakacyjną przygodę 🙂

 

 

 

Comments

  1. Pingback: Jak jeść zagranicą, czyli 10 patentów na to, by nie przepłacić… - ścieżki mojego świata

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *