W rajskich ogrodach Bahaitów

Nim do tych rajskich ogrodów udało mi się dotrzeć, czekała mnie jednak droga przez mękę. Oczywiście, warto ją było przebyć, ale po kolei…

Jak pamiętacie z mojego wpisu o Nazarecie, niefortunnie zaplanowałem sobie transfer z miasta do miasta w trakcie Szabatu. Gdyby nie to, że Nazaret jest miastem zamieszkałym przede wszystkim przez ludność muzułmańską, która tego święta nie obchodzi, musiałbym tu pozostać jeszcze jeden dzień. O ile bezproblemowo udało mi się wyjechać z Nazaretu, o tyle przyjazd i dotarcie do apartamentu, który wynająłem w Hajfie, do łatwych i przyjemnych nie należało, z racji właśnie Szabatu. Dlatego pamiętajcie: w trakcie wizyty w Izraelu nie planujcie żadnych przejazdów z miasta do miasta właśnie podczas Szabatu. Trzeba o tym pamiętać!

Do Hajfy dotarłem w samo południe w sobotę, 16 lipca. Wysiadłem na przystanku autobusowym w mieście, które wyglądało na uśpione. Z rzadka przejechał jakiś samochód, nie kursowały autobusy komunikacji miejskiej, nie kursowała również słynna kolejka podziemna Carmelit. Było to o tyle niewygodne, że czekała mnie wędrówka w dusznym upale na sam szczyt góry Karmel (546 m n.p.pm.), gdzie znajdował się mój nocleg. Owszem, droga w górę wiodła po schodach, głównie w cieniu. Jednak temperatura i wilgotność sprawiły, że nim dotarłem do tego zbawczego cienia, przedzierając się przez dzielnicę portową, byłem już mokry i zziajany. Nic to – zagryzłem zęby, napiłem się wody i ruszyłem pod górę z nadzieja, że szybko dotrę na miejsce i że następnym razem nie zaplanuję transferu z miasta do miasta podczas ważnych lokalnych świąt.

Największa chyba atrakcja Hajfy? Ogrody Bahaitów. W telegraficznym skrócie napiszę Wam, czym są i dlaczego trzeba je  zobaczyć. Ogrody, często zwane wiszącymi, odwiedzane rokrocznie przez około pół miliona turystów, są widoczne niemal z każdego miejsca w Hajfie, ponieważ kaskadowo schodzą od szczytu do podnóża góry Karmel. Nie wszystkie części ogrodu są dostępne dla zwiedzających , natomiast warto wiedzieć, że wstęp tu jest bezpłatny.

Ogrody stanowią część sanktuarium bahaizmu, religii, która powstała w XIX wieku, a która łączy elementy istniejących największych religii świata. Znajduje się tu centrum administracyjne tej wiary, jak i Świątynia Baba, wzniesiona w latach 50-tych XX wieku, z charakterystyczną złotą kopułą. Tu pochowano szczątki proroka Baby. To miejsce otoczone jest kultem, a więc nie wolno tu jeść, pić, palić tytoniu, a wejść do świątyni można jedynie boso i w odpowiednim stroju (zakryte ramiona i kolana). Wewnątrz nie wolno robić zdjęć, ale czymże jest piękne wnętrze wobec oszałamiająco pięknych tarasowo założonych ogrodów? Wyglądają jak z bajki i trzeba przyznać, że chyba jednak są z bajki, bo trudno uwierzyć, że w tak ekstremalnym klimacie, jaki panuje w tej części Izraela, można dochować się choćby tak soczyście zielonych trawników.

O utrzymanie ogrodu dba cała rzesza ludzi, którzy nie przerywają swojej pracy nawet na moment. Siła wiary to nie tylko ceglane dzieła sztuki, czyli znane nam wszystkim europejskie kościoły, ale również te wspaniałe ogrody, wyhodowane w nieludzkim upale.

Wszystkie rośliny są zadbane w najwyższym stopniu. Trawniki są regularnie zraszane, krzewy przycinane, a kwiaty pozbawiane chwastów i dopieszczane w każdy możliwy sposób.

Ogrody to przegląd roślin występujących zarówno na Bliskim Wschodzie, jak i w innych rejonach świata. Drzewa cyprysowe, oliwkowe, różne rodzaje kaktusów, a wszystko to w przepięknej scenerii pod lazurowym niebem. To miejsce wygląda jak przedsionek raju.

Ogrody kończą się przy skrzyżowaniu ulicy Ben Guriona z ulicą Agefen. Ulica Ben Guriona to dawna kolonia niemiecka z charakterystycznymi domami, wzniesionymi przez kolonistów w połowie XIX wieku. Obecnie mieszczą się tam przeróżne instytucje i restauracje. Można tu zajść do jednej z wielu restauracji i spróbować miejscowych specjałów.

Założyłem sobie, że podczas wizyty w Hajfie odwiedzę również grotę proroka Eliasza. Tu miał ukrywać się przed gniewem królowej Jezebel i króla Achaba po tym, jak zabił kapłanów bałwochwalczego kultu na szczycie góry Karmel. W miejscu, gdzie do tego doszło, dziś znajduje się klasztor karmelitów bosych Stella Maris. By odnaleźć grotę ponownie wspiąłem się na szczyt góry Karmel, skąd zszedłem wydeptaną ścieżką, prowadzącą do groty.

W drodze do groty minąłem niewielką budowlę, zamkniętą na cztery spusty. Myślałem, że to jakaś świątynia. Niestety, widok pary, którym przeszkodziłem najwidoczniej w randce odbywającej się w cieniu tego budynku sprawił, że nie zgłębiałem dłużej, czym jest i oddaliłem się w kierunku zboczy.

Udało mi się dotrzeć do tego miejsca, ale czy na pewno tu przebywał Eliasz? Inna grota Eliasza znajduje się bowiem w klasztorze na szczycie góry. Jakby nie patrzeć, miejsce to niezwykłe i bardzo kontemplacyjne.

Z groty zszedłem na plażę, pomoczyłem nogi w Morzu Śródziemnym i komunikacją miejską wróciłem do centrum na odpoczynek po kilkugodzinnej wędrówce. Musiałem nabrać sił na wyprawę do twierdzy Akka, która była zwieńczeniem mojego pobytu w Izraelu.

 

Comments

  1. Pingback: Jak jeść zagranicą, czyli 10 patentów na to, by nie przepłacić… - ścieżki mojego świata

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *