Gdańsk, dzień otwarcia Muzeum II Wojny Światowej, 23 marca 2017

Wstrząsające – to określenie chyba najlepiej definiuje ekspozycję w otwartym zaledwie kilka godzin temu Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. W taki sposób chyba nikt wcześniej nie opowiedział dziejów tej tragedii. A przecież historię II wojny znamy bardzo dobrze, wiemy, kto ją zaczął, kto skończył, co stało się z Polską po 1945 roku i mamy świadomość, że konsekwencje tego najgorszego w skali świata konfliktu odczuwamy do dziś.

Wystawa sięga dalej i głębiej, do genezy konfliktu, kilkadziesiąt lat wcześniej, przed 1939 rokiem. Opisuje, jak powstały w Europie totalitaryzmy, kto i w jaki sposób wyciągnął na światło dzienne ksenofobie, nietolerancję i podniósł to do rangi narodowej ideologii. Brzmi znajomo? Niestety, takie tendencje znów dochodzą do głosu nie tylko w Europie, ale i w Polsce. I choć powtórka z 1939 roku raczej nam nie grozi, podczas oglądania wystawy ma się wrażenie, że niektóre zdjęcia, np. maszerujących włoskich faszystów nie powstały ponad 70 lat temu we Włoszech, a współcześnie, w Warszawie czy Wrocławiu.

Moim zdaniem, ta wystawa pokazuje nie tyle historię konfliktu, co świadectwo tego, jak zły potrafi być człowiek. Dlatego jest tak wstrząsająca, bo opowiada prawdę o nas samych. Niewiele trzeba: trochę naciąganej ideologii, kilka populistycznych haseł,  nieco „igrzysk dla ludu” w postaci dodatkowych świadczeń pieniężnych, by przekonać co niektórych, że czarne jest białe. Patrząc na zdjęcia mordowanych Polaków, Żydów, Jugosłowian, na spalone ciała mieszkańców Drezna, na zdjęcia dzieci, które nie przeżyły wojny, widziałem to wszystko, co oglądałam w telewizji i czytam w prasie na co dzień. Nic się nie zmieniło, wojna wciąż trwa i choćbyśmy wznieśli najpiękniejsze muzea, skomponowali najbardziej wyrafinowane wystawy, nie oszukamy samych siebie i tkwiącego w nas zła.

Wyrzuciłem z siebie trochę osobistych emocji, z którymi oczywiście nie musicie się zgadzać. Zapraszam do fotorelacji z muzeum, które – mam nadzieję i oby tak się stało – będzie jedną z największych atrakcji Gdańska. Na początek: sam budynek muzeum. Cóż, drugiego takiego ze świecą szukać. Po Teatrze Szekspirowskim i Europejskim Centrum Solidarności Gdańsk ma kolejny budynek – ikonę!

Nowoczesna sylwetka i surowe, minimalistyczne wnętrza ze ścianami jakby wykutymi w betonie – trudno inaczej wyobrazić sobie nowoczesne muzeum. Dla mnie absolutnie zachwycające. Ekspozycja znajduje się na poziomie minus 3, tu również znajdują się kasy i szatnia. Można tu zejść schodami lub zjechać windą. Szatnia jest bezpłatna, za wstęp też już nie płaciłem, bo bilet (dla osoby dorosłej koszt to 23 zł) zakupiłem już wczoraj, godzinę po uruchomieniu internetowej sprzedaży biletów. Tu znajduje się link, gdzie możecie się zarejestrować i zakupić sobie bilet.

Bombki na choinkę ze swastyką? Czemu nie, w hitlerowskich Niemczech miały rację bytu. Podobnie jak publikacje szkalujące Żydów, włącznie z bajkami dla dzieci. Przeraził mnie ten poziom manipulacji, wyjątkowo agresywnej. Czasy się zmieniły, ale niektóre rzeczy niestety nie. Co najgorsze, wciąż jesteśmy na takie manipulacje niestety podatni…

W jednej z sal odtworzono ulicę polskiego miasta z lat 30-tych. To prawdziwa podróż w czasie i jedna z największych atrakcji muzeum. Przy uliczce znajduje się kilka sklepów oraz kino, w nim – puszczono fragment filmu ze zmarłym w radzieckiej niewoli Eugeniuszem Bodo. Patrząc na śpiewającego aktora trudno uwierzyć, że umarł z głodu i chorób. To bardzo wymowny przykład na okrucieństwo wojny.

Na wystawie nie mogło zabraknąć historii Wolnego Miasta Gdańska, ani roli, jaką nasze miasto odegrało przed rozpoczęciem II wojny światowej. O dreszcz przyprawia to, co działo się na tak dobrze znanych nam ulicach przed ponad 78 laty.

Śmierć to nieodłączna część wojny. Tu, w Muzeum II Wojny Światowej jest obecna na każdej ekspozycji. Wręcz krzyczy do widza. Nie, na wojnie nie giną tylko żołnierze. Giną cywile, dzieci, które nie miały szansy dorosnąć, które nie poznały innego życia niż to, pełne strachu i zniszczenia. To trzeba tu przeżyć, przyjść, zobaczyć, przeczytać i dotknąć, bo żadne słowa nie oddadzą emocji, które się czuje patrząc na twarze niewinnych ofiar wielkiej polityki.

Co czułem, stojąc przed mapą Polski podzielonej po 1939 roku między Niemcy i Rosję? Bezsilność…

Głód to przerażająca rzecz. Śmierć głodowa podczas wojny nie zaskakiwała, bo Niemcy odcinali dostawy m.in. żywności, eksterminując tym samym cywilów. W muzeum głodowi poświęcono sporo miejsca, to jeden z najbardziej wstrząsających elementów wystawy. Trzeba tu przyjść i to zobaczyć na żywo, zdjęcia tego nie oddadzą.

Byłem w wielu muzeach, na wielu wystawach dotyczących działań wojennnych, ale żadna z placówek nie opowiadała o tym kataklizmie uwzględniając wszystkie jego aspektów, tak jak ma to miejsce tutaj.

Nie mogło tu zabraknąć tematyki obozowej ani mordów na polskich oficerach, dokonanych przez Rosjan. Rodziny pomordowanych udostępniły muzeum pamiątki po ojcach, braciach, mężach, którzy stracili życie w Katyniu, Bykowni czy Smoleńsku.

Zagłada Żydów była jednym z głównych celów Hitlera, ale Żydzi ginęli nie tylko z rąk niemieckich. Patrząc na zgromadzone zdjęcia tych ludzi trudno uwierzyć, że wszyscy oni zginęli podczas wojny.

Kilka godzin to za mało, by dokładnie obejrzeć wystawę. Tysiące zgromadzonych eksponatów, dziesiątki, jeśli nie setki materiałów multimedialnych sprawiają, że spokojnie można tu spędzić cały dzień. Spieszcie się, bo nie wiadomo, co dalej będzie z muzeum, warto więc przyjść tu, póki jeszcze jest czynne. Ja na pewno przyjdę tu jeszcze nie raz.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *