Izrael, 9-19.07.2016, Jerozolima

Nie potrafię myśleć o tym mieście na spokojnie, bez emocji. Nic dziwnego, bo nie ma dla mnie drugiego takiego miejsca na świecie. Spędziłem tu jedne z najcudowniejszych i najbardziej emocjonujących chwil podczas tegorocznych wakacji 🙂

Do Jerozolimy dotarłem 9 lipca, w samo południe, po godzinnej jeździe autobusem z Tel Aviv. Na niebie ani jednej chmurki, jednak gdy wysiadałem z autobusu, stwierdziłem, że temperatura jest niższa niż w Tel Avivie. Do tego podwiewał orzeźwiający wiatr. Choć było grubo powyżej 30 stopni, upał ten, dzięki wiatrowi i wszechobecnej klimatyzacji, nie był uciążliwy.

Do hotelu Palatin, położonego w bezpośrednim sąsiedztwie starego miasta, dotarłem jadąc tramwajem. To miłe, spokojne, czyste i bardzo kameralne miejsce z przyjazną obsługą. Choć doba hotelowa zaczynała się dopiero o 14, recepcjonista bez najmniejszego problemu wpuścił mnie do pokoju dwie godziny wcześniej. Dzięki temu mogłem się odświeżyć i trochę schłodzić rozpalone izraelskim słońcem ciało w komfortowym pokoiku z nieodłączną klimatyzacją.

Po chwili odpoczynku ruszyłem – wyposażony w  butelkę z wodą mineralną, rzecz w Izraelu obowiązkowa podczas każdego wyjścia czy wycieczki – z hotelu w stronę Starego Miasta. Sympatyczny recepcjonista z hotelu dał mi mapę Starego Miasta i nie tylko wytłumaczył, jak tam dojść, ale też udzielił wielu cennych wskazówek, które bardzo przydały mi się podczas trzech dni w Jerozolimie.

Wyszedłem z hotelu i co zobaczyłem? Nad sąsiednimi ulicami wisiały takie lampiony jak na zdjęciach poniżej. To nadało temu tak egzotycznemu miastu bardzo przyjaznego, otwartego charakteru, takiej europejskiej swojskości. Byłem jednak tak podekscytowany tym, co za chwilę zobaczę, że odpuściłem sobie, by zapytać, z jakiej okazji zawisły te lampiony i ozdoby. Ruszyłem przed siebie, kierując się wskazówkami z mapy, by już po chwili zobaczyć monumentalne białe mury okalające miejsce, które nie ma sobie równych na całym świecie.

Te wznoszące się na wysokość chyba z 10 metrów potężne mury Starego Miasta są dobrze widoczne z daleka. Wykonane z wapienia lśniły z oddali, nie można ich pomylić z niczym innym. Idąc ścieżką wzdłuż nich doszedłem do Bramy Jaffy i co? Od razu znalazłem się w innym świecie 🙂

Trochę historii: polityczne i kulturowe znaczenie Jerozolimy rozpoczęło się od jej podboju przez Dawida, który zjednoczył plemiona Izraelitów, stał się ich królem i sprawił, że tu właśnie znalazła się siedziba polityczna i administracyjne centrum królestwa, wszystko to miało miejsce około 1000 r.p.n.e.

Syn Dawida, król Salomon, zbudował świątynię w miejscu gdzie według tradycji żydowskiej Abraham miał  poświęcić Bogu swego syna, Izaaka. Świątynia stała się centrum religijnym dla ludu Izraela, który odbywał pielgrzymkę do Świątyni trzy razy w roku.

Po śmierci Salomona, monarchia została podzielona, a Jerozolima pozostała stolicą południowego królestwa Judy. W ósmym wieku, Asyryjczycy pod wodzą Sanheryba oblegali miasto. W 586 r.p.n.e Babilończycy, pod wodzą Nabuchodonozora, zdobyli Jerozolimę, zniszczyli świątynię i wygnali mieszkańców miasta do Babilonu. Pięćdziesiąt lat później, kiedy Babilon przypadł Persom, król Cyrus pozwolił wygnanym Izraelitom powrócić do Jerozolimy. Świątynia została odbudowana w historycznym miejscu, miasto zostało przebudowane, ponownie zasiedlone i ponownie stało się duchową stolicą judaizmu.

W pierwszym wieku p.n.e., król Herod przebudował i rozbudował świątynię. Chociaż cały ówczesny kraj znajdował się pod panowaniem rzymskim od 63 r.p.n.e, stolica rzymska była w Cezarei. W 6 roku n.e. Judea stała się rzymską prowincją. W 66 roku n.e. powstanie żydowskie doprowadziło do rzymskiego oblężenia Jerozolimy. W latach 70 n.e., cesarz Tytus doprowadził Rzymian do Jerozolimy. Świątynia została wówczas spalona, a miasto zniszczone. Tym samym tysiąc lat panowania Żydów w Jerozolimie dobiegło końca.

Dla chrześcijan Jerozolima jest kluczem do wydarzeń z Nowego Testamentu. Zgodnie z tradycją, wiele wydarzeń z dzieciństwa i dorosłości Jezusa miało miejsce właśnie tutaj. Miasto nabrało dodatkowego znaczenia dla chrześcijan, kiedy cesarz rzymski Konstantyn przyjął chrześcijaństwo w IV wieku n.e. Matka cesarza, królowa Helena, odwiedziła miasto i zdecydowała o postawieniu świątyń w miejscach związanych z ostatnimi dniami Jezusa. Aby zapewnić zakwaterowanie i możliwość modlitwy oraz wielu udogodnień dla rosnącej społeczności chrześcijańskiej i pielgrzymów, zamożni chrześcijanie fundowali klasztory, hospicja, kościoły i kaplice.

Według tradycji muzułmańskiej, Jerozolima jest trzecim najświętszym miejscem islamu (po Mekce i Medynie), miejscem wstąpienia Mahometa do nieba. Mahomet i jego wyznawcy początkowo zwracali się do Jerozolimy w modlitwie i chociaż kierunek zmieniono później w kierunku Mekki, nadal Jerozolima ma ogromne znaczenie w tradycji islamskiej. Zdobycie Jerozolimy w 638 roku za panowania drugiego kalifa Omara, przyniósł miastu status tzw. „Dar al-Islam” jurysdykcji islamu. Omar zarządził czyszczenie powierzchni Wzgórza Świątynnego, w miejscu dawnej świątyni żydowskiej ustalił lokalizację wstąpienia Mahometa do nieba. Wzniesiono tam tymczasowy drewniany meczet. W 691 r.n.e., kalif Abd al-Malik zbudował słynną Kopułę na Skale.

Od 1922 do 1948 roku Jerozolima była siedzibą administracyjną władz brytyjskich w Palestynie, powierzoną im przez Ligę Narodów. W listopadzie 1947 r. ONZ ogłosił plan podziału Jerozolimy, odrzucony przez Arabów. Wraz z proklamowaniem niepodległości Izraela, zgodnie z planem podziału po wygaśnięciu mandatu brytyjskiego w dniu 14 maja 1948 roku, państwa arabskie zaatakowały państwo żydowskie i doszło do pierwszej wojny arabsko-izraelskiej. Linie podziału narysowane po rozejmie dzieliły Jerozolimę na dwa sektory, Izrael zachował zachodnią i południową części miasta i ogłosił Jerozolimę stolicą państwa. Po raz pierwszy w historii Jerozolima została podzielona.

W czerwcu 1967 roku, podczas wojny izraelsko-arabskiej, Izrael zyskał utracone wcześniej sektory będące pod kontrolą jordańską. Wiele synagog w dzielnicy żydowskiej zostało  zdewastowanych i zniszczonych, a cmentarze zbezczeszczono. Władze Izraela natychmiast nakazały ochronić najświętsze miejsca i odbudować ze zniszczeń.

Tyle krótko, jak tylko można o historii. Teraz o tym, co dla mnie szczególnie na tej wyprawie było ważne, czyli o radościach, przeżyciach, łzach wzruszeń i zachwycie nad pięknem przyrody, architektury i historią. Było tu wiele miejsc, które w niesamowity sposób sprawiły, że nigdzie indziej, jak właśnie w Jerozolimie, byłem bliżej Boga niż w jakimkolwiek innym miejscu na Ziemi.

Wróćmy do Bramy Jaffy (po arabsku oznacza „bramę przyjaciela”): to wejście do innego, cudownego świata: barw, zapachów, zabytków i emocji. To brama do najświętszych i najpiękniejszych zakątków wypełnionych nie tylko zgiełkiem tłumu turystów ale też zadumą, modlitwą i refleksją nad tym co w życiu naprawdę ważne.

Stare miasto to cztery dzielnice otoczone murami: Dzielnica Chrześcijańska, Ormiańska, Żydowska i Muzułmańska. Do najświętszych dla chrześcijan miejsc, w tym Bazyliki Grobu Pańskiego dostaniemy się od bramy Jaffy idąc w dół wąską uliczką Dawida, gdzie sklepikarze podczas sezonu turystycznego przekrzykują się i prześcigają żeby sprzedać pamiątki, wypieki, słodycze i inne cudowności. Jednak w lipcu byli mało aktywni – mało kto mnie zaczepiał, również inni turyści przechodzili tędy spokojnie, nie niepokojeni przez handlarzy. Może to zmęczenie upałem, a może powód taki, że w lipcu mało jest turystów w Izraelu ze względu właśnie na wysokie temperatury? Kto wie?

Skręcając w uliczkę Ha-Nostsnim dojdziemy w kilka minut pod bramę bazyliki Grobu Pańskiego, jednej z najważniejszych dla wyznawców Chrystusa budowli w mieście. Wzniesiono ją w miejscu, gdzie znajdowała się skała Golgoty. Na niej właśnie, wg tradycji, stał krzyż, na którym ukrzyżowano Jezusa. Tu również miał znajdować się grobowiec Chrystusa, z którego zmartwychwstał. Miejsce jest więc wyjątkowe.

Dziedziniec przed Bazyliką ma wymiary 25 na 17 metrów i pochodzi z czasów Konstantyna. Z lewej strony znajdują się trzy greckie kaplice, w tym św. Jana i czterdziestu męczenników. Z prawej – klasztor prawosławny pod wezwaniem św. Abrahama i abisyńska kaplica św. Michała. Po przekroczeniu progu Bazyliki odniosłem wrażenie, jakbym cofnął się o dwa tysiące lat wstecz. Półmrok, niewielka liczba pielgrzymów, co jest niezmierną rzadkością i sama atmosfera tego miejsca sprawiły,  że poczułem niesamowitą bliskość Boga, a wszystkie znane mi  cytaty z Biblii w tym czasie jakby przemknęły mi przed oczami. Uświadomiłem sobie z całą wyrazistością, że oto znalazłem się w miejscu najświętszym dla chrześcijan,  związanym z męką i śmiercią Chrystusa.

Nieopodal wejścia do wnętrza Bazyliki spoczywa tzw. „kamień namaszczenia”, czyli hipotetyczne miejsce, w którym przed umieszczeniem w grobie złożono ciało Chrystusa, by je obmyć, namaścić i owinąć w całun. Wierni adorują je w sposób szczególny. Całują i dotykają kamienia. To jedno z tych szczególnych miejsc w świątyni, przy których łzy same cisnęły mi się do gardła…

Kilka metrów nad poziomem Bazyliki znajduje się Kalwaria, miejsce ukrzyżowania Chrystusa. Sama Kalwaria nie jest już w tej chwili osobną górą poza murami miasta tak, jak to było za czasów Chrystusa, lecz została ukryta pod szarą kopułą, do której wchodzi się po wąskich, stromych schodach. To najświętsze miejsce jest podzielone pomiędzy Zakon Braci Mniejszych (Kościół Łaciński) oraz Greków ortodoksyjnych. W części prawosławnej znajduje się ołtarz umieszczony na tej samej skale, w którą zatknięty był Krzyż Chrystusa. Tu znajduje się również fragment skały, która po śmierci Chrystusa miała przełamać się na pół.

Pobyt w tym miejscu? Cóż… Tu właśnie bije mocniej serce. Tu emocje biorą górę nad wszystkim. Niejeden cynik w tym miejscu przeżył coś na kształt objawienia. Nie potrzeba więc słów, milkną niepotrzebne myśli, nic nie jest ważne w chwili, gdy obcujemy z miejscem, w którym Jezus umarł. W tym miejscu zazwyczaj jest tłoczno. Mi przytrafiła się już drugi raz sytuacja,  kiedy przy tej skale stało zaledwie kilkoro turystów. Mogłem więc spokojnie zatopić się w myślach i modlitwie. Nie mogę nawet w tej chwili, choć minęło już tyle tygodni, oddać wszystkich  emocji, które mną zawładnęły. Tego nie da się opisać…

Idąc wgłąb Bazyliki docieramy do kaplicy Grobu Pańskiego (Anastasis), która ucierpiała w wyniku trzęsień ziemi i pożaru. Rekonstrukcja w obecnej postaci pochodzi z XIX wieku. Do środka wchodzi się przez bardzo wąskie i niskie przejście. Przed wejściem znajdują się świece i lampki oliwne, które należą do wyznawców trzech religii, opiekujących się Grobem: katolików, Greków prawosławnych i Ormian. Wnętrze grobowca składa się z dwóch komór. Pierwsza to  niewielkie pomieszczenie z małym ołtarzem w środku (kaplica Anioła). W głębi znajduje się właściwa komora grobowa z ołtarzem-ławą, miejscem złożenia ciała Chrystusa. Niestety, kolejki pielgrzymów nie pozwalają aby zostać tu nieco dłużej, więc musi wystarczyć jedynie krótka modlitwa…

W Bazylice znajdują się ponadto : Kaplica Znalezienia Krzyża Świętego, Kaplica Koptyjska, Kaplica Syryjska, Kaplica św. Longina setnika rzymskiego, który przebił włócznią bok Jezusa, oraz Więzienie Chrystusa i Kaplica Rozdzielenia Szat.

Szczególnie tajemnicza jest Kaplica Syryjska – mroczna, pozbawiona sprzętów, wypalona i okopcona. Jest to bardzo ważne miejsce dla archeologów, tutaj znajdują się oryginalne grobowce typu kokhim – dziesięć komór, pochodzących z okresu herodiańskiego, współczesnego Chrystusowi. Niegdyś, bodajże w XVI wieku pielgrzymi wierzyli, że w tym miejscu przypuszczalnie znajdowały się groby Józefa z Arymatei i Nikodema.

Bazylika Grobu Pańskiego to miejsce ze wszech miar szczególne. Nie ma takiego drugiego na Ziemi.

Po opuszczeniu terenu bazyliki wracamy do labiryntu zadaszonych uliczek, tworzących bazar. Sam bazar oszałamia nie tylko liczbą sklepów i bogactwem oferowanego asortymentu, w dużej mierze turystycznego (magnesy, pamiątki, ubrania, tkaniny, biżuteria, etc.), ale i smakiem oraz zapachem. Co kilka metrów można natknąć się na sprzedawców owoców, oferujących świeżo wyciskane soki (tu sok z grantów nie kosztuje jak w Tel Avivie 15, a 20 lub nawet 25 szekli), zioła i przyprawy bądź wypieki. Na jednym ze zdjęć poniżej widać usypaną piramidę z przypraw. Może to zasługa tutejszego klimatu, że usypane w imponujące kopce przyprawy nie tracą smaku ani aromatu? Od egzotycznych woni cynamonu, imbiru czy kardamonu aż kręciło się w głowie.

Można na bazarze natknąć się na sklepiki, w którym na miejscu wykonywana jest baklava, tradycyjną arabska słodkość (listki ciasto filo przełożone orzechami czy migdałami i skąpane w miodzie, cena za sztukę od 3, 4 szekli). Takie lokalne mini-piekarnie sąsiadują często z barami, w których króluje hummus i falafel. Przesiadują w nich nie tylko turyści, ale przede wszystkim mieszkańcy Jerozolimy. Jeśli dodamy do tego wszechobecne zakłady fryzjerskie, wszelkiego rodzaju warsztaty wykonujące różnorodne naprawy czy oferujące towary z własnej manufaktury oraz dziesiątki mniejszych lub większych sklepików z różnorodnym towarem, w tym z antykami i dziełami sztuki, to i tak nie będzie to pełen opis tego miejsca. Trzeba je zobaczyć na żywo!

Labirynt uliczek bazaru może zaprowadzić do jednej z bram Starego Miasta. Ja wyszedłem z niego przed Bramę Damasceńską, wprost do dzielnicy muzułmańskiej. Pierwsze, co rzuca się w oczy turyście, to ceny. Są tu o wiele niższe – butelka wody o pojemności 1,5 l  kosztowała w sklepie prowadzonym przez muzułmanina zaledwie 3 szekle, dla porównania taka sama woda w sklepie niedaleko mojego hotelu kosztowała już między 8 a 10 szekli.

Pokręciłem się trochę po okolicy Bramy Damasceńskiej i wróciłem nią na teren bazaru. Posługując się mapą dotarłem do kolejnego słynnego miejsca – tzw. Ściany Płaczu, pozostałości po świątyni Salomona. To tradycyjne miejsce modlitw Żydów, ale nie tylko, każdy może tu podejść, zakładając jarmułkę i spędzić kilka minut na kontemplacji i modlitwie. Tu, między kamienne bloki muru wtyka się karteczki z prośbami do Pana Boga. Założyłem więc na głowę jarmułkę (były dostępne bezpłatnie, zwrotne jarmułki z cieniutkiego materiału), napisałem prośbę i pomodliłem się pod ścianą.

Drugiego dnia pobytu w Jerozolimie pojechałem na wycieczkę, więc na teren Starego Miasta wróciłem trzeciego dnia. Niestety, czasu nie starczyło na wszystko, co chciałem zobaczyć, musiałem więc wybierać. Zdecydowałem się na Miasto Dawida, potem zaplanowałem wizytę na Wzgórzu Świątynnym, a następnie wędrówkę na Górę Oliwną.

Do Miasta Dawida, miejsca które w czasach króla Dawida i Salomona było centralnym punktem Jerozolimy, udałem się z samego rana. Miejsce to, znajdujące się dosłownie rzut kamieniem od Ściany Płaczu, położone jest obecnie poza murami Starego Miasta. Dziś jest to teren wykopalisk archeologicznych, przedstawiający wyjątkowo burzliwą historię miasta, od momentu jego założenia.

Po zakupieniu biletu wchodzimy na teren wykopalisk. Widać tu nie tylko pozostałości dawnych budowli wraz z ich opisem, ale przede wszystkim rozciąga się stąd zachwycający widok na osiedla po przeciwnej stronie głębokiej doliny, widać stąd również wspaniale Górę Oliwną. Jednak największą atrakcją tego miejsca jest liczącego ponad pół kilometra długości tunelu Szilo (zwany także tunelem Ezechiasza), wydrążony w skałach… 27 wieków temu przez króla Hiskiasza. Budowla ta dostarczała wodę ówczesnym mieszkańcom Jerozolimy.

Do tunelu schodzi się systemem wykutych w skale komór. Tunel przetrwał jakimś cudem zawieruchy, jakich historia nie szczędziła miastu i można nim przejść do sadzawek Szilo. Uwaga: to nie jest wycieczka dla osób bojących się ciemności, ciasnych wnętrz i wody.  Jeśli więc cierpicie na klaustrofobię, zdecydowanie odradzam półkilometrowy spacer bosymi stopami po śliskich kamieniach, w rwącej wodzie, która miejscami ma metr głębokości, ciemnym, ciasnym tunelem, z którego nie można się cofnąć. Mi się podobało, ale widziałem, że wiele osób rezygnowało z przeprawy.

Alternatywą dla tej wycieczki w mrokach i wodzie, jest spacer wyjątkowo ciasnym i również nieco klaustrofobicznym, ale chyba jednak łatwiejszym do przejścia – suchym i dobrze oświetlonym – tunelem równoległym (na zdjęciach poniżej).

Po opuszczeniu terenu miasta Dawida i pełnych emocji przejściach obydwoma tunelami głęboko pod ziemią wróciłem w rejon Ściany Płaczu. Ustawiłem się w sporej kolejce przed bramą wiodąca na Wzgórze Świątynne. Droga na Wzgórze prowadzi obudowaną drewnianą charakterystyczną rampą, biegnącą nieopodal Ściany Płaczu (widać ją na wielu zdjęciach). Wejść na Wzgórze może każdy, oprócz Żydów. Dlaczego? Z grubsza wygląda to tak: pierwsza sprawa to wzgląd na uczucia Palestyńczyków, a druga to nakazy judaizmu. Nie jest znana dokładna lokalizacja świątyni Salomona na Wzgórzu, tym samym można niechcący stanąć w miejscu, gdzie w świątyni była przechowywana Arka Przymierza. Natomiast wejście Żydów na wzgórze jest uznawane jest za bluźnierstwo i może skutkować napięciami w mieście.

Tak się składa, że byłem świadkiem przepychanek na punkcie kontrolnym – grupa Izraelczyków chciała bezwzględnie wejść na teren Wzgórza. Między nimi a zdenerwowanymi żołnierzami wywiązała się ostra polemika, koniec końców grupa weszła na Wzgórze, jednak spotkało się to z ostrą reakcją muzułmanów.

Samo Wzgórze Świątynne to najważniejsze dla Muzułmanów mieszkających w Jerozolimie miejsce. W czasach, gdy dowodzeni przez króla Dawida Izraelici zdobywali miasto, tu  właśnie stały świątynie bóstw kananejskich. Zgodnie z tradycją żydowską w tym właśnie miejscu Abraham miał złożyć syna Izaaka w ofierze. Tu również znajdowała się świątynia Salomona, gdzie przechowywano Arkę Przymierza, zawierającą tablice  z dziesięciorgiem, przykazań. Świątynię zburzyli Babilończycy, kilkukrotnie podejmowano próby jej odbudowy. W rezultacie jedynym elementem, który zachował się do dziś, jest zachodni mur tarasu świątynnego, owa słynna Ściana Płaczu.

Gdy nastał w Jerozolimie czas muzułmanów uznali oni, że właśnie stąd, z terenu  dzisiejszego Wzgórza Świątynnego Mahomet poszedł do nieba, pozostawiając na skale odcisk stopy. Nad skałą z tymże odciskiem wzniesiono pod koniec VII w. n.e meczet nazywany dziś Kopułą na Skale. Podobnie jak reszta miasta i ten meczet przeszedł burzliwe dzieje – przez jakiś czas był nawet świątynią chrześcijańską. Jednak w XII wieku teren ten przywrócono muzułmanom i tak pozostało do dziś.

O czym trzeba pamiętać wybierając się na Wzgórze Świątynne? Choćby o tym, że nie jest dostępne dla zwiedzających przez cały czas. W lipcu wejście było czynne od 7:30 do 11:00 i od 13:30 do 14:30, nieco której jest otwarte między październikiem a marcem, zamknięte jest w piątki. Wstęp jest bezpłatny, ale liczba gości limitowana, więc warto przyjść jak najwcześniej i ustawić się w kolejce. Ja czekałem około jednej godziny.

By dostać się na teren wzgórza, trzeba przejść kontrolę bezpieczeństwa. Należy więc mieć ze sobą paszport (w Izraelu ze względu na wszechobecne bramki bezpieczeństwa najlepiej mieć go ze sobą na stałe). Nie można mieć na sobie żadnych symboli religijnych, więc przed bramką bezpieczeństwa trzeba ściągnąć z szyi łańcuszek z medalionem czy krzyżykiem. Uwaga! Wchodzących na teren wzgórza obowiązuje stosowny ubiór: kobiety muszą mieć zakryte ramiona i głowy, panowie zaś powinni mieć długie spodnie. Kto ich nie ma, zaraz po wejściu na teren Wzgórza trafia wprost w ręce muzułmański9ch handlarzy, którzy „za jedyne” 25 szekli oferują wydziergane byle jak z najtańszego materiału, pochodzące chyba z Chin chusty, którymi panowie mogą przewiązać się w pasie czy udach, by zasłonić odkryte nogi. By tego uniknąć, a 25 szekli wydać na dobry falafel, warto mieć ze sobą po prostu długie spodnie.

Co nas czeka na Wzgórzu? To przede wszystkim gigantyczny plac, na którym znajduje się wiele meczetów. Niestety, są one niedostępne dla niewiernych. Jednym z nich jest usytuowany tuż przy wejściu meczet Al–Aksa. Lecz najważniejszą tu budowlą jest usytuowany w centralnym miejscu Wzgórza Świątynnego meczet zwany Kopułą na Skale.

Ta monumentalna budowla z dala mieni się złotą kopułą , ufundowaną przez króla Jordanii, Husajna,  w latach 50-tych XX wieku. Natomiast przepiękne ceramiczne okładziny ścian to zasługa Sulejmana Wspaniałego, który tym sposobem zastąpił zniszczone oryginalne mozaiki.

Oprócz wspaniałych budowli na wzgórzu znajduje się również gaj oliwny. Można by tu spędzić więcej czasu, gdyby nie ograniczenia czasowe. Uwaga na naciągaczy: na turystów polują tu panowie oferujący za co najmniej 10 szekli możliwość obejrzenia niedostępnego dla turystów wnętrza Kopuły na Skale. W praktyce wygląda to tak, że pokazują, owszem, ale zdjęcia na telefonie komórkowym 🙂 I to nie wszystkie, za pokazanie kolejnych żądają dodatkowej zapłaty. Wystarczy im jednak grzecznie, ale stanowczo powiedzieć „nie”, by dali spokój. Chyba, że komuś zdjęcia w telefonie wystarczą 🙂

Po wizycie na Wzgórzu Świątynnym postanowiłem ruszyć w kierunku wznoszącej się majestatycznie nad Jerozolimą Góry Oliwnej. Jednak po drodze, na wąskiej uliczce biegnącej do bramy zaszedłem do miejsca, jak nie z tego świata. To klasztor i bazylika św. Anny oraz teren wokół.

Na teren klasztoru wchodzi się przez zespół budynków, gdzie znajduje się kasa (wstęp: 7 szekli). Warto wydać te pieniądze, by za chwilę znaleźć się w oszałamiająco pięknym, zielonym ogrodzie, prawdziwej oazie żywej, soczystej, pachnącej zieleni. Został założony tuż przy bazylice. Samą świątynię w XII wieku wznieśli krzyżowcy z przeznaczeniem dla benedyktynek. Miejsce nieprzypadkowe: tu podobno stał dom rodzinny Matki Boskiej, a więc dom św. Anny i  św. Joachima. Świątynia przechodziła burzliwe dzieje, była przez jakiś czas w rękach muzułmańskich, pełniąc rolę szkoły koranicznej. Od XIX wieku znajduje się pod opieką Francuzów, którzy zajmują się nią i dziś.

Sama bazylika, wzniesiona w stylu romańskim, jest piękna, ale prawdziwie urokliwy jest teren wykopalisk archeologicznych, rozciągający się tuż przy niej. To nie tylko szczątki cystern na wodę (w jednej z nich nadal jest woda, można tam zejść schodami), ale i ruiny zburzonej bazyliki bizantyjskiej. Podobno woda ze znajdującej się tu sadzawki miała właściwości uzdrawiające.

Zarówno w bazylice, jak i w parku archeologicznym spędziłem niezwykłe chwile. Otulony ciszą, mogłem tu pobyć samotnie oddając się kontemplacji. To przepiękne, spokojne miejsce, otoczone bujną roślinnością, miejsce, do którego bardzo chciałbym jeszcze wrócić.

Następny punkt wycieczki? Góra Oliwna. Znajdują się tu miedzy innymi: Kopuła Wniebowstąpienia, Kościół Pater Noster, Kościół Dominus Flevit, Cerkiew św. Marii Magdaleny, Ogród Oliwny i Kościół Wszystkich Narodów oraz Grób Najświętszej Marii Panny. Uwagę przykuwa również ogromny Cmentarz Żydowski na zboczu. Jest najstarszy i prawdopodobnie największy na świecie. Jest bardzo starym (pochodzącym jeszcze z czasów biblijnych) miejscem pochówku. Panuje przekonanie, że będzie to miejsce zmartwychwstania zmarłych w Dniu Sądu, po  nadejściu Mesjasza. Obecnie spoczywają tu zarówno znani rabini, przywódcy, artyści, zwykli ludzie i pielgrzymi.

Wyszedłem z terenu Starego Miasta przez Lwią Bramę i wyruszyłem w kierunku Góry Oliwnej. Najprościej jest dojechać do niej autobusem nr 75 z przystanku przy Bramie Damasceńskiej. Należy potem wysiąść tuż przy Kościele Pater Noster (gdzie przypuszczalnie Chrystus nauczył uczniów odmawiać modlitwę Ojcze Nasz), a potem już schodzić schodami w dół do punktu widokowego.

Ja obrałem wariant trudniejszy, na piechotę. Od ulicy Derech Jericho trzeba przejść przez skąpane w słońcu skrzyżowanie, a potem już ostro do góry. Na szczęście pora, w jakiej się wybrałem, gwarantowała odrobinę cienia. Na górę wchodziłem schodami, mijając prywatne domy po prawej, a po lewej gaje oliwne z drzewami, które wyglądały, jakby pamiętały dawne czasy. Schody doprowadziły mnie na szczyt wzgórza, z którego zszedłem na punkt widokowy. To z tego miejsca pochodzą chyba najsłynniejsze, najbardziej znane na świecie fotografie tego miasta, z górująca na pierwszym planie Kopułą na Skale na Wzgórzu Świątynnym.

Poniżej punktu widokowego rozciąga się miejscowy cmentarz. Zejście wąską uliczką przy Kościele Marii Magdaleny dostarczało mi kolejnych niesamowitych wrażeń, a widok na Jerozolimę, w tym na Miasto Dawida, jest jedyny w swoim rodzaju. Zobaczcie, jak naprawdę, bez upiększeń w Photoshopie, wygląda Jerozolima.

Ogród Oliwny, do którego zajrzałem schodząc z Góry Oliwnej, usytuowany jest u jej podnóża. To miejsce, gdzie Chrystus modlił się i w którym został pojmany. Niegdyś przy ogrodzeniu rosły tu drzewa oliwne i prawdopodobnie znajdowała się też  grota, w której można było się schronić. Zlokalizowana była tu także tłocznia oliwy.

Dziś w Ogrodzie Oliwnym jest osiem bardzo starych drzew oliwnych. Mogłyby pamiętać wydarzenia z ostatnich dni Jezusa ale fakty historyczne są nieubłagane: wódz rzymski Tytus przed atakiem na Świątynię Salomona kazał wyciąć w bliskim otoczeniu Jerozolimy wszystkie drzewa… Miejsce jest jednakże tak piękne i spokojne, że warto je odwiedzić,  odpocząć w cieniu drzew i na chwile zadumać się nad tym, co z całą pewnością w tej okolicy się wydarzyło.

Po zejściu w dół z powrotem do ulicy Derech Jericho wystarczy cofnąć się trochę w stronę dawnego Miasta Dawida i Cmentarza, aby dojść do Bazyliki Konania – nosi ona również nazwę Kościoła Wszystkich Narodów. W tym miejscu przypomniały mi się słowa z Biblii: (..) „Usiądźcie tu, Ja tymczasem odejdę tam i będę się modlił”. Wziąwszy ze sobą Piotra i dwóch synów Zebedeusza, począł się smucić i odczuwać lęk. Wtedy rzeki do nich: „Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze mną”, i odszedłszy trochę dalej upadł na twarz i modlił się w te słowa: „Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech mnie ominie ten kielich; wszakże nie jak Ja chcę, lecz jak Ty…”

Przez Lwią Bramę wróciłem na teren Starego Miasta i przechodząc przez dzielnicę  muzułmańską, wróciłem w pobliże hotelu Palatin. To był mój ostatni wieczór w Jerozolimie i postanowiłem uczcić go kulinarnie. Stąd i widoczne na zdjęciach miejscowe smakołyki, jakich sobie nie pożałowałem – hummus, pita, do tego przepyszna grillowana baranina i na wskroś europejskie frytki. Smakowało wybornie 🙂

Comments

  1. Pingback: Izrael, 9-19.07.2016, Tyberiada – na ścieżkach świata

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *