Z Polski do Tokio, Japonia, 21-25.07.2016, cz. I,

Marek Dąbrowski Z Polski do Tokio Scieżki Mojego Świata

W jednym tygodniu Izrael, w drugim tygodniu Japonia? Czemu nie! Z Izraela przyleciałem we wtorek, 19 lipca, a już w środę, 20 lipca, ruszyłem do Kraju Kwitnącej Wiśni. Wiem, wiem, trochę zakrawa to na szaleństwo, ale… Ja po prostu kocham podróże i wykorzystują każdą szansę, by gdzieś polecieć i coś zobaczyć. Ten wpis przygotowałem na gorąco, opisując wrażenia z podróży z Polski do Tokio.

Z Polski do Tokio: Warszawa – Tokio via Dubaj za 1800 zł

Bilety lotnicze do Tokio zakupiłem 5 miesięcy wcześniej, w lutym 2016 r. Okazało się, iż linie lotnicze Emirates od czasu do czasu proponują ciekawe cenowo połączenia w egzotyczne dla nas miejsca. Bilety do Tokio przez Dubaj kosztowały mnie łącznie 1800 złotych w obie strony.

Himalaje na wyciągnięcie ręki

Podróż z Polski do Tokio jest bardzo komfortowa. Lot z Warszawy do Dubaju trwa około 5 godzin. Tam oczekiwałem na lotnisku blisko 4 godziny. Lot z Polski do Tokio z Dubaju trwał ponad 9 godzin. Jeden i drugi lot nieco męczący z powodu czasu, jaki trwał. Wyposażenie nowoczesnych samolotów rekompensowało to z nawiązką. Miałem świeże porównanie z naszym LOT-em, w którym nasz przewoźnik wypada nadzwyczaj niekorzystanie. Podróż LOT-em na trasieWarszawa – Izrael -Warszawa za około 400 zł boeingiem, który najlepsze czasy miał już za sobą, nie należała do przyjemnych. Tu co innego – nie tylko wygodne fotele, uśmiechnięta załoga, ale i wzbudzający podziw system pokładowej rozrywki, oferujący chyba tysiące filmów czy płyty do słuchania. Ze słuchawkami na uszach, słuchając ukochanej muzyki, przeleciałem kilka tysięcy kilometrów. Tak więc wrażenia z przelotu z Dubaju do Tokio niesamowite. Zwłaszcza podczas przekraczania ogromnego masywu Himalajów. Mijałem legendarne góry nieomal na wyciągnięcie ręki!

Japoński sznyt

Co zaskakuje pozytywnie zaraz po wylądowaniu? Porządek i uprzejmość Japończyków. Już w samolocie do wypełnienia otrzymuje się dwa formularze z danymi osobowymi i prośbą o podanie adresu miejsca pobytu (ja zatrzymałem się w hotelu w dzielnicy Ikebukuro, który kosztował za 5 nocy 40 000 yenów, czyli w granicach 1600 złotych). Po przylocie procedura odprawy odbywa się standardowo. Pobierane są dodatkowo odciski palców i wykonywana jest fotografia twarzy. Znajomość angielskiego u Japończyków jest różna. Zazwyczaj można dogadać się w tym języku. Pomaga znajomość podstawowych zwrotów po japońsku (ja próbowałem się kilku nauczyć, nie jest to proste). Nawet zwykłe pokazywanie czegoś na migi też pomaga.

Komunikacyjne piekiełko

Szoku możemy doznać w plątaninie szlaków komunikacyjnych w Tokio. Kursują tu linie metra od a do z, z podziałem na różne kolory, kilka linii pociągów podmiejskich, linie ekspresowe oraz shinkansen, czyli kolej – super szybkie pociągi, obsługujące odległe od siebie miasta. Ogólnie dostępne są automaty na bilety, ale na pierwszy rzut oka bardzo trudno je rozgryźć i łatwo o pomyłkę. Wiec lepiej zapytać kogoś, jak kupić bilet, by dojechać w dane miejsce.

Tokio zaprasza

Tokio (około 9,5 miliona mieszkańców, a tzw. metropolis Wielkie Tokio, skupiające kilka miejscowości, ma aż blisko 38 milionów mieszkańców), uderza przybysza całą paletą barw i zapachów. Ogromny ruch uliczny i ruch pieszych wręcz oszałamia. Do tego migające na wszystkie kolory tęczy neony, monumentalne wieżowce w sąsiedztwie zabytkowych budowli… Tokijczycy to ludzie bardzo zadbani, prawie zawsze nienagannie ubrani. Widziałem tu również mnóstwo kolorowych subkultur młodzieżowych, jednym słowem: barwnie, ciekawie, oryginalnie.

Jak jeść, jak tu żyć?

Tokio nie należy do miast tanich. Na pewno nie jest jednak norweskie Bergen (gdzie piwo w barze o pojemności 0,4 l kosztowało mnie prawie 50 zł) czy Szwecja. Produkty żywnościowe najlepiej zakupić w marketach wieczorem, wówczas bowiem ceny lecą w dół. Świeże produkty, które nie sprzedały się danego dnia, idą po prostu na przemiał. Nikt tu nie słyszał o praktykach zamiany etykiet czy sprzedawaniu podrasowanych starych towarów.

Sushi najlepsze na świecie

Nie trzeba tu też szukać specjalnie miejsc do zjedzenia: na ulicach znajduje się mnóstwo restauracji i pubów. Kolorowe menu zazwyczaj są wystawiane z cenami i fotografiami potraw. Jest naprawdę w czym wybierać. Ja pierwszego wieczora udałem się na sushi. Podstawowy zestaw kosztuje w restauracji w przeliczeniu od 50-100 złotych, czyli tyle, co w Polsce, no, trochę drożej niż u nas. Zaręczam: jeśli spróbujecie sushi w Japonii, to chyba już nigdy nie tkniecie tych, które są dostępne u nas. Co zwraca uwagę, to fakt, że wszystkie produkty są pierwszej świeżości. Nie ma mowy, żeby sprzedano klientowi coś nieświeżego. Można więc zapomnieć np. o twardym, zbrylonym ryżu, czy przyżółkniętym z brzegu paluszku krabowym. Tak dobrego sushi, jak w Tokio, jeszcze nie jadłem.

Pogoda w lipcu jak w Polsce – niezobowiązująca

Lipiec w Tokio i okolicach, jak i w całej Japonii, bywa dość zróżnicowany w kwestii pogody. Zazwyczaj kończy się pora letnich deszczy, związanych z letnimi monsunami. Wciąż jeszcze zdarzają się opady, stąd i pogoda również dość pochmurna. Trochę mnie tam zmoczyło. Na szczęście nie było zbyt zimno, temperatura dość znośna, w granicach 20-23 stopni. Stanowiło to miłą odmianę po spalonym słońcem Izraelu, gdzie dzień w dzień temperatura przekraczała ponad 35 stopni.

Na zdjęciach poniżej: okolice stacji  węzła kolejowego i stacji przesiadkowej różnych linii metra w drodze pod pałac cesarski.
A tu i sam pałac i ogrody cesarskie. Niestety, zamknięte dla zwiedzających, otwarta  była jedynie część od strony hali widowiskowej Budokan Bud.
Na fotach poniżej: hala widowiskowa Budokan oraz park Kitanomaru, a także trochę ultranowoczesnego Tokio 🙂
Poniżej: jedna z wielu świątyń, które mijałem podczas wędrówki pierwszego dnia – świątynia Yasukuni.
Dwie kolejne świątynie po drodze. Jedna z nich to Yushima – Tenmangu w dzielnicy Akihabara.

Ogród Ueno ze świątyniami: buddyjską i szintoistyczną.

 Kompleks świątynny Sensoji
 W drodze do Tokyo Tower przeszedłem przez targ w okolicach dworca.

Tokyo Tower

Okolice Tokyo Tower, sama wieża,wysoka na 333 metry, to jeden z najbardziej charakterystycznych budynków w Japonii. Rozpościera się z niej oszałamiający widok z niej na aglomeracje tokijską z głównego i górnego tarasu. Gdyby była lepsza pogoda, widoczność z pewnością byłaby jeszcze lepsza 🙂
wieżę, podobnie jak samo Tokio, kilkakrotnie niszczyła Godzilla oraz inne potwory w wielu japońskich filmach 🙂 Na szczyt wieży można dostać się windą i schodami, bardziej honorowo jest wejść. Wszedłem więc i ja 🙂 Wejście schodami jest możliwe tylko do głównego tarasu widokowego, natomiast wideo ze zjazdu z górnego tarasu możecie zobaczyć na moim fejsbukowym profilu 🙂
W sobotę, 23 lipca, wszedłem – schodami, serio – na szczyt góry Fudżi. Postaram się wkrótce o tym napisać i pokazać Wam zdjęcia 🙂 Tymczasem u mnie już grubo po północy. Kpńczę więc ten wpis, publikuję go i mam nadzieję, że opis mojej podróży z Polski do Tokio spotka się z Waszym przychylnym przyjęciem 🙂