Niczym Feniks z ognistej pożogi – Wrocław, 23 – 25.10.2015

Mój weekendowy wyjazd do Wrocławia, pierwszy po ponad 10-letniej przerwie, okazał się prawdziwą przygodą i jednym z najfajniejszych, najciekawszych wyjazdów w ostatnich latach:) Nie spodziewałem się tego, co zastanę na miejscu. Zapamiętałem sprzed lat miasto skąpane w deszczu, smutne, trochę rozkopane tu i ówdzie, z niebotycznymi kamienicami, miejscami szarawe, z wciąż obecnymi śladami tragicznej historii. Teraz zobaczyłem miasto odrodzone, podniesione z ruin, kolorowe, radosne, tętniące życiem dzień i noc, zaskakujące w przeróżny sposób, pełne smaków, zapachów, barw, wrażeń; prawdziwie europejska metropolia, w której aż chce się być i bawić.

Doskonale rozumiem zachwyty turystów nad Wrocławiem, bo i sam się nim zachwyciłem. To nie tylko tygiel kultur, ale i niesamowity melanż historii ze współczesnością, gdzie przepiękne zabytki korespondują z nowoczesną architekturą, gdzie jedna urocza kafejka na drugiej, a niemal każda uliczka ma swoje sekrety, czekające na odkrycie. Można pokochać to miasto od pierwszego wejrzenia i ja się chyba w nim zakochałem 🙂

Powiem tak: jeśli ktoś szuka ciekawego miejsca na ekonomiczny, weekendowy wyjazd, a niekoniecznie jest pasjonatem przyrody, raczej woli miasto, muzea, zabytki, historię, dobrą kuchnię i mega zabawę do samego rana – to Wrocław jawi się jako idealne miejsce. Miasto, które niczym Feniks odrodziło się z ognistej pożogi, jaką zafundowała mu tragiczna XX-wieczna historia.

Wpis podzieliłem na dwie części, ze względu na dużą liczbę fotek i fajnych miejsc. Zapraszam Was do oglądania zdjęć; w podpisach pod nimi opisy oraz garść  ciekawostek prosto ze stolicy Dolnego Śląska 🙂 Na drugą część wpisu o Wrocławiu zapraszam tu!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *