Malezja: 14.02-26.02.2016, cz. I: przygotowania i wylot

Zaplanowałem tę podróż już w tamtym roku. Od dłuższego czasu chodziło mi po głowie, by na własne oczy zobaczyć słynną Jaskinię Jeleni w malezyjskiej części Borneo, w Parku Narodowym Mulu. To fantastyczne, zaczarowane miejsce, w którym znajduje największy korytarz jaskiniowy świata o wysokości 174 m. Inne systemy jaskiniowe mają olbrzymią sieć podziemnych korytarzy i hal, liczących łącznie kilkaset kilometrów długości. Wspaniałe, onieśmielające wręcz widoki, do tego oszałamiająca przyroda Borneo, zamieszkujące tę wyspę niesamowite zwierzaki i mega duża dawka egzotyki, jaką oferuje Malezja – czy można się temu oprzeć? Oczywiście, że nie. Ten kraj jawi się niczym raj dla każdego podróżnika. Nic więc dziwnego, że podjąłem decyzję, by tam polecieć podczas tegorocznych ferii zimowych.

Jesienią udało mi się kupić bilety lotnicze w korzystnej cenie za pośrednictwem portalu Skyscanner oraz Flysiesta.pl. Za przelot kilkoma liniami lotniczymi z Polski do Malezji zapłaciłem jedynie 750 zł w jedną stronę i 800 zł w drugą stronę. Biorąc pod uwagę liczbę lotów – aż 5 – i liczbę kilometrów, jakie musiałem przebyć – ponad 10 000 km – to naprawdę niewiele. Moja podróż wiodła od Warszawy przez Londyn do Kuala Lumpur, z Kuala Lumpur na Borneo do Kota Kinabalu, następnie do Parku Narodowego Mulu (przelot z międzylądowaniem w Miri). Z Mulu do Kota Kinabalu,  skąd powrót do Kuala Lumpur, dalej do Singapuru, następnie z Singapuru do Londynu i z Londyn  do Warszawy, a potem do Gdańska:) 20160510_174417

Przed wyjazdem zakupiłem odpowiedni do dżungli ekwipunek: plecak, koszulki z oddychającego materiału, nakrycie głowy, do tego oczywiście przewodnik. Okazało się jednak, że w Polsce trudno jest dostać cokolwiek o Malezji. Tak, tak, ten kierunek chyba wciąż w naszym kraju mało popularny i żeby dostać cokolwiek polskojęzycznego o tym kraju, trzeba się mocno naszukać. Na szczęście udało mi się zdobyć taki przewodnik, a raczej – dostać go w prezencie 🙂

Jadąc w tak egzotyczne miejsca nie można zapomnieć o szczepieniach. Z odpowiednim wyprzedzeniem musiałem się zaszczepić na kilka chorób. Od razu muszę zaznaczyć, iż nie są to szczepienia przymusowe, ale – moim zdaniem – konieczne dla własnego komfortu i bezpieczeństwa podróży. Poddałem się szczepieniom na:

  1. wirusowe zapalenie wątroby typu A i B przyśpieszone w 3 dawkach, cena 180 zł x3,
  2. wścieklizna 135 zł x2,
  3. dur brzuszny 200 zł x1, zalecane jest również szczepienie przeciwtężcowe, o ile ktoś wcześniej takiego nie miał,
  4. razem wszystko kosztowało ok. tysiąca zł, nie licząc wizyt w przychodni Instytutu Medycyny Morskiej i Tropikalnej w Gdyni,  z których każda kosztowała 30 zł.

W końcu nadszedł wielki dzień: walentynkowa niedziela. Tego dnia wyruszyłem z Gdańska do Warszawy pociągiem „pendolino” o godz. 12.52. Nim się obejrzałem, byłem już na stołecznym Dworcu Centralnym o godz. 15.40. Kosztowało mnie to 120 zł. Czemu aż tyle? Pierwotnie miałem jechać do stolicy innym środkiem transportu. Niestety na kilka dni przed podróżą okazało się, że muszę zmienić plany i dostać się na Mazowsze inaczej. Stąd i decyzja o zakupie biletu na pendolino niemalże w ostatniej chwili. Pamiętajcie jednak, że zazwyczaj przejazd na tej trasie kosztuje o wiele mniej – wystarczy jedynie zakupić odpowiednio wcześniej bilety.

Pokręciłem się trochę po Warszawie w oczekiwaniu na samolot do Londynu. Wystartowałem z Okęcia maszyną linii British Airways o godzi. 19.45. Na terminal nr 3 londyńskiego Heathrow przyleciałem o 21.25 miejscowego czasu. Nocleg zabukowałem sobie w hotelu Meininger (Meininger Hotel London, Hyde Park, 65-67 Queen’s Gate, Kensington and Chelsea, Londyn). Jedna noc w tym obiekcie usytuowanym niedaleko stacji metra z 14 na 15 lutego kosztowała mnie 131 zł bez śniadania. Meininger to hotel dwugwiazdkowy o standardzie turystycznym. Miałem miejsce w pokoju wieloosobowym, ze wspólną łazienką na korytarzu. Bez luksusów, ale co więcej trzeba na zaledwie jedną noc?

 20160510_174326

Cały następny dzień spędziłem w Londynie.

Dzień w Londynie zwłaszcza, iż nocleg był w pobliżu najwspanialszych muzeów w mieście oraz w niedalekim sąsiedztwie Hyde Parku, był oszałamiający. Londyn to nie tylko zresztą muzea i galerie, ale także wiele parków, targowiska i wiele innych godnych odwiedzenia miejsc. Wiele z atrakcji Londynu można odwiedzić za darmo, między innymi: Hyde Park, British Museum, Pałac Westminsterski, Muzeum Londynu czy Galerię Narodową oraz Muzeum Historii Naturalnej, która w szczególny sposób mnie zainteresowała.

Hyde Park jest jednym z najwspanialszych londyńskich parków i obejmuje ponad 350 akrów.

Hyde-Park-Entrance

Henryk VIII nabył Hyde Park od mnichów z Opactwa Westminsterskiego w 1536 roku; on i jego dwór często polowali tu na sarny. Pozostał przez długi okres czasu prywatnym łowiskiem. Karol I, zmienił charakter parku całkowicie, nadał mu kształt pierścienia i otworzył go w 1637 roku dla ogółu społeczeństwa.

W 1665 roku, rok Wielkiej Zarazy, wielu mieszkańców Londynu uciekli z miasta do obozu w Hyde Parku, w nadziei, że uda im się umknąć przed chorobą.

Pod koniec  XVII wieku William III przeniósł swój dwór do Pałacu Kensington.

Bał się o bezpieczeństwo podczas spacerów, w związku z tym zainstalowano 300 lamp naftowych, tworząc tym samym pierwsze sztucznie oświetlone aleje w kraju. Trasa ta później stał się znana jako Rotten Row, lub King Road.

Hyde Park stał się miejscem uroczystości narodowych. W 1814 roku książę Regent zorganizował tu fajerwerki z okazji zakończenia wojen napoleońskich.

W 1977 roku odbyła się wystawa na cześć 25 lat panowania królowej Elżbiety II na tronie. Zdjęcie, które widzicie u góry, pochodzi z Wikipedii tu możecie poczytać więcej i zobaczyć zdjęcia z Hyde Parku, a także – tu zwracam się do swoich Uczniów – podszkolić swój angielski, do czego gorąco Was zachęcam

Odwiedziłem również trzy inne miejsca. Pierwszym z nich jest Muzeum Nauki, które mieści się aż na siedmiu kondygnacjach. Oglądamy tu największe osiągnięcia naukowe, a ekspozycje są interaktywne, przez co zdecydowanie lepiej przyswaja się wiedzę. W sali poświęconej energii (Energy Hall) pokazano pierwsze parowozy z początku XIX wieku, a na trzecim piętrze znajduje się ekspozycja poświęcona lotnictwu o samym muzeum i atrakcjach, jakie oferuje, możecie przeczytać w tym linku 🙂

Kolejną instytucją, do której wpadłem, było British Museum. Można tam zobaczyć galerie prezentujące m.in. kulturę dawnego Egiptu, Grecji, imperium rzymskiego oraz Bliskiego Wschodu. Pośród eksponatów są między innymi kamień z Rosetty (dzięki niemu udało się rozszyfrować egipskie hieroglify), płaskorzeźby z ateńskiego Partenonu czy mozaikowe maski Azteków. Warto wziąć udział w bezpłatnych wycieczkach z przewodnikiem, trwają 30-40 min. Muzeum otwarte jest codziennie od godz. 10.00 do 17.30, a w piątki – do 20.30. jeśli jesteście zainteresowani ofertą muzeum, zajrzyjcie pod ten link

No i wreszcie to, co było dla mnie całkowitym objawieniem. czyli Muzeum Historii Naturalnej. Wypełnia go ogromna kolekcja przyrodnicza, którą można podziwiać we we wnętrzu neogotyckiego budynku z 1880 roku. Ekspozycje są konkretnie pogrupowane, głównie według gromad, poświęcone- ssakom, gadom i płazom, ptakom. Przy wejściu uwagę przyciąga szkielet roślinożernego dinozaura – diplodoka i mechaniczny tyranozaur. Warto odwiedzić również Centrum Darwina gdzie znajdują się multimedialne filmy i prezentacje.  W ogrodzie Wildlife Garden można obserwować brytyjską florę i faunę (m.in. motyle i lisy). Ogród jest czynny wyłącznie od kwietnia do września więc żeby w nim pobuszować, musicie się pospieszyć, szczegóły w tym linku

O godzinie 18:50 wyleciałem do Kuala Lumpur liniami Britrish Airways. Lot trwał aż 12,5 godziny i był to do tego czasu najdłuższy lot w moim życiu! Wiózł mnie dreamliner, wspaniała maszyna Boeinga. Wykupiłem miejsce w klasie ekonomicznej, gdzie otrzymałem trzy smaczne posiłki. Samolot oferował możliwość oglądania filmów, słuchania muzyki, można było także grać w gierki, a przy okazji śledzić trasę lotu (w samolocie wszystko w języku angielskim: obsługa, menu, filmy, więc skorzystam z okazji i przypomnę wszystkim moim uczniom, jak ważna jest znajomość angielskiego; gdy wybierzecie się sami w taką podróż, będziecie z czułością wspominać wymagającego nauczyciela tego języka, która po to was go uczy, żebyście w takim miejscu poradzili sobie bez tłumacza:). Lot przebiegał spokojnie, bez turbulencji, z okna widziałem przesuwające się pod nami kontynenty. Szczególnie zapadł mi w pamięć widok podczas lądowania, gdzie jak na dłoni widziałem wszystko to, czego uczę moich uczniów: wyspy, morze, Cieśninę Malakka. Przylot nastąpił o godzinie 15:20 czasu miejscowego, czyli po południu, 16.02.2016.

Co działo się na miejscu? O tym w następnym poście poświęconym Borneo na moim blogu 🙂  Zapraszam już wkrótce!

Comments

    1. Post
      Author
      mardabrowski

      dziękuję, starałem się zamieścić najważniejsze i najbardziej przydatne informacje. Może ktoś, kto to przeczyta, nabierze chęci na podróż, a dzieki temu blogowi będzie już miał wiedzę zarówno o cenach, jak i o tym, co i jak sobie zorganizować 🙂

  1. Magda1234

    Niesamowite! trafiłam na Pana bloga kilka dni temu i jestem zachwycona! Niesamowite miejsca i relacje
    Od dłuższego czasu waham się nad podróżą do Tajlandii i przekonał mnie Pan!! Życzę powodzenia w blogowaniu 🙂

    1. Post
      Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *